niedziela, 13 lipca 2014

Piłka i chipsy

Dzisiaj finał mistrzostw świata w piłce nożnej :-)
 
I chciałabym dzisiaj obalić kilka mitów.
 
Po pierwsze kobiety kochają piłkę.
 
Po drugie w czasie meczu nie trzeba objadać się niezdrowymi chipsami i innymi śmieciami.
 
Po trzecie na mistrzostwach najważniejsi nie są piłkarze a dzieci :-)
 



    
Ale po kolei. W domu, wraz synem, jesteśmy największymi fanami piłki nożnej.

Pan Mąż do tej kopaniny ma ambiwalentny stosunek.

Córka, która spędziła wiele godzin i dni na boiskach patrząc jak brat gra  zaczyna warczeć jak słyszy hasło - piłka nożna. Nie pozostaje mi więc nic innego jak dyskutować, komentować i oceniać grę poszczególnych drużyn i zawodników właśnie z synem.

Nawet w pracy gdzie 90 % to mężczyźni rozgrywki śledzę chyba tylko ja, o transferach piłkarzy dowiadują się ode mnie. No normalnie masakra.









 

Drugi mit dotyczy jedzenia.
Jest już pewien stereotyp, że jak mecz to musi być piwo i chipsy. Jakoś nigdy nie pasowałam do tego obrazka. Nie walczę z chęcią podgryzania czegoś w trakcie oglądania ale staram się przygotować coś fajnego wcześniej.
 
Dzisiaj nasze menu finałowe będzie bogate. Kolory brazylijskie na cześć kraju który gości mistrzostwa :-)
 
Nie będę dzisiaj kulinarnie podawać przepisów - będzie jeszcze na to czas :-)











Dzisiaj podgryzać będziemy warzywa surowe (marchew, papryki i ogórki) maczając je w dipie z serka i awokado. Druga wersja to warzywa z humusem, który uwielbiam i często zastępuje mi wszelkie smarowidła na chleb.
Kto ma dosyć warzyw to macza w dipach nachosy, które upiekłam sama z tortilli. Proste a przynajmniej kontrolujesz ilość tłuszczu i soli.
Dla łasuchów krakersy/ciasteczka serowe z sezamem, bądź słonecznikiem. Ulubiona słona przekąska mojej córki. Podzielę się niedługo przepisem.
I żeby było zdrowo i kolorowo przygotowałam jeszcze pomidory z fetą i miętą.  
 

 
 


 Mam nadzieję że będzie rodzince smakowało. Aaa i sorki za zdjęcia jedzenia na podłodze ale jak niektórzy wiedzą jesteśmy w trakcie remontu i stół jeszcze nie dojechał do nas :-)


Aaaaa no i po trzecie - dzieci są najważniejsze!!!
 
Za każdym razem, gdy zaczyna się mecz, z uwagą oglądam przejęcie na twarzach dzieci, które wyprowadzają piłkarzy. Zawsze przypominają się nasze emocje gdy Mati wyprowadzał Andrea Pirlo podczas meczu w trakcie Euro 2012.
Najpierw kilka miesięcy przechodzenia kolejnych etapów w zawodach kwalifikacyjnych.
Potem wyjazd na finał Dziecięcej Eskorty McDonald's. Na stadionie gdzie było z 400 dzieciaków na koniec dnia czytano nazwiska tych, które wygrały (200 z całej Polski). I to drgnięcie serca gdy prowadzący czytał Mateusz i ... inne nazwisko. Mati był na 100 miejscu i trochę mnie to zdrowia kosztowało :-) A potem już radość, informacja jaki mecz, wyjazd i zestresowana mama czy da radę zrobić fajne zdjecie.
 
Trzymam kciuki za piłkarzy i za dzieciaki!!!!

 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

piątek, 11 lipca 2014

Wariacka wyprawa prawie dookoła Polski :-)

Dzisiaj nastał ten upragniony dzień i na naszej tablicy pojawiła się magiczna cyfra 1.  Od kilkunastu dni liczyłam dni do urlopu i codziennie z radochą wpisywałam mniejszą liczbę- link do posta


Jutro ruszamy w trasę na całe 3 tygodnie. A będzie to urlop nietypowy i z pewnością bardzo intensywny. Planujemy doświadczyć wszystkiego co umieściłam na poniższej grafice :-)



Gdy zaczęłam się zastanawiać dokąd pojechać to stanęłam przed dylematem z czego zrezygnować. Tyle pięknych miejsc a czasu tak mało.
 
Natchniona zeszłoroczną wyprawą Laschejunk link postanowiłam spędzić tegoroczne wakacje w Polsce.
Dodatkowy argument dostarczyły mi lekcje przyrody w klasie 5, które dotyczyły naszego pięknego kraju. Tłumaczyłam dziecku co to wąwozy lessowe a co to gołoborza i w końcu postukałam się po głowie. Dzieciaki kawał świata z nami zwiedziły a Polski wschodniej nie doświadczyły.
 
No i tak przepadłam na kilka nocy planując trzy tygodniową wyprawę.
Wyszło tego dużo ale mam nadzieję, że pięknie.
Nawet google nie przewiduje tyle miejsc na trasie więc musiałam kleić z dwóch :-)
 
 
Założenie jest proste nie biegać a doświadczać.
Śpimy w klimatycznych agroturystykach z lokalnym jedzeniem tworzonym przez ludzi z pasją.
Będziemy jeździć na rowerze, pływać tratwą, wspinać się po górach, rejsować jachtem, jeździć kolejką, zwiedzać zamki, pałace, pasieki, bacówki i....
Mam nadzieję że rodzina mi się nie zbuntuje i wytrzyma tempo i intensywność tych trzech tygodni.
 
Nie wiem jak to będzie z relacją na żywo :-) ale obiecuję obfotografować wszystko dokładnie i podzielić się z Wami jak wrócimy.
 
Trzymajcie kciuki za nas i za pogodę oczywiście.
 
 

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 9 lipca 2014

Po truskawkach nadszedł czas na porzeczki

Wiem wiem wiem mało wnętrz ostatnio u mnie ale to taki czas kiedy dobra w ogrodzie wiele i szybciutko trzeba z tym coś zrobić. U mnie jak zwykle na słodko bo ja łasuch straszny jestem.
 
 
No jak takim cudem się z Wami nie podzielić :-)
 
 
 
Przepis od mojej mamy wypróbowany więc ze spokojnym sercem polecam
 
 
Ciasto:
20 dag margaryny (zimna)
1,5 szklanki mąki
3 jajka
niecała 1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Nadzienie:
Porzeczki czerwone lub jabłka lub dla odważnych agrest :-)
mąka ziemniaczana
Dodatki:
płatki migdałów
bułka tarta
kasza manna
margaryna do formy
 
Sposób:
Rozdzielić żółtka od białek, następnie przesiać do miski mąkę. Wkroić do mąki margarynę, dodać żółtka i proszek do pieczenia. Zagnieść szybko ciasto, zrobić kulę, zawinąć w folię i schłodzić 1/2 godziny w lodówce.
W czasie jak ciasto się chłodzi wysmarować tortownicę ( ja biorę 24 cm) margaryną i posypać kaszą manną ( można zamiennie użyć bułki tartej). Włączyć piekarnik na 180 st. aby się nagrzał. Wymyć, odszypułkować i osuszyć porzeczki.
Ciasto rozwałkować i przełożyć do formy tworząc rant. Ciasto posypać bułką tartą. Porzeczki przesypać 2 łyżkami mąki ziemniaczanej. Ubić pozostałe 3 białka na sztywną pianę z dodatkiem szczypty soli, następnie nadal miksując dodawać cukier aż powstanie lśniąca sztywna piana. Połowę piany dodać do porzeczek i delikatnie przemieszać, całą masę wyłożyć na ciasto. Pozostałą pianę rozłożyć na porzeczkach.
Wsadzić do piekarnika i piec 45 minut. Sprawdzać patyczkiem, gdy beza (piana z białek) za bardzo się rumieni można przykryć folią aluminiową.
Po upieczeniu wystudzić i serować.
Smacznego!!!
 
 
 
Obiecuję że wnętrz będzie już niedługo więcej bo do pracy się biorę w ... sierpniu. Dzieciaki na obóz wyganiam i rewolucję w ich pokojach zaczynam. 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

poniedziałek, 7 lipca 2014

Opener... miejsce spotkania blogerek ?

Jest taki czas raz w roku gdy wracam do korzeni  :-) Wchodzę w dżinsy i t-shirty , spinam włosy, zapominam o makijażu a jedyne co robię to cieszę się chwilą. Te kilka dni w  roku rezerwuję na totalny oddech, ładowanie akumulatorów, odstresowanie, Miejsce temu sprzyja bo morze nasze cudne, pozytywni ludzie, wspaniała atmosfera i ta muzyka.  Czyli OPENER.
 
 
Jednocześnie są to dni tylko dla mnie i Pana Męża. Dzieciaki zostawiamy u babci i urywamy się na te kilka dni i czujemy się jak za studenckich czy nawet licealnych czasów. Jest czas aby razem popatrzeć na morze, pomilczeć, powygłupiać się...
 
 
Zawsze bierzemy pełny pakiet czyli życie festiwalowe 24 godziny na dobę łącznie z polem kampingowym :-)
 
 
Próbowaliśmy doliczyć się,  który to raz spędzamy czas na Openerze i wyszło nam że to już 9 festiwal dla nas. Za rok będzie piękna 10 a za dwa lata 15 lecie festiwalu. Powoli zaczynam marzyć kogo chciałabym zobaczyć i posłuchać.
 
Może ten 10 to będzie taki nasz nasz nasz ostatni?
 
Dzieciaki nasze, zaszczepione muzycznie od maleńkości, od dawna o Opener pytają. Śledzą kto przyjeżdża, dopytują jak było i takie minki smutne robią :-) Coś czuję że ostatni bastion nasz zostanie zdobyty przez skarby nasze. 
 
Właściwie jedyny akcent wnętrzarski
 
 
Metronomy
Metronomy :-)
 
 
Pearl Jam



Był czas na piłkę i...
i na latawce



Plaże plaże plaże

Openerowa brać na plaży


i przygody w drodze powrotnej :-)
 
I jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie po pobycie w Gdyni. Próbowałam nadrobić moje blogowe zaległości i zauważyłam we wpisach i komentarzach że nie byłam tam sama. Całe rzesze blogerek  pojawiły się na Openerze. Może za rok uda się spotkać? Muzyka jest, teatr jest, moda jest ale wnętrz brak :-)
Co Wy na to?
 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

piątek, 4 lipca 2014

Truskawki inaczej i strzelanie

Dzisiaj chciałam pokazać kilka migawek z fajnej wyprawy do Srebrnej Góry. To była nasza pierwsza wizyta i bardzo nam się podobało. Po obiekcie oprowadzają ludzie z pasją, którą zarażają wszystkich :-)
 
Uwaga ja zostałam zarażona i mogę strzelać z pasją:-) a jaki posłuch u Pana Męża teraz mam !!!
 
 
A tak robią to profesjonaliści
 
Ale po kolei - zwiedzaliśmy całą twierdzę z przewodnikiem i zaczęliśmy od fortu Donjon
 
 Potem wchodziliśmy w głąb twierdzy coraz niżej i niżej. Niewyobrażalne że stworzyli to ludzie bez ciężkiego sprzętu tylko siłą rąk.
 
W niższych kondygnacjach było ciemno więc pomagaliśmy sobie pochodniami jak za dawnych czasów
 
 A dla niektórych inspirujące kary np. osiołek prosta rzecz ale nie wysiedzisz długo . Teraz u dzieci też mam posłuch :-)
 Miejsce bardzo urokliwe, z przepięknym widokiem na okoliczne pasma górskie. O zachodzie wręcz romantycznie.
 
 
i zgodnie z tytułem posta jeszcze kilka migawek kulinarnych. Moje truskawki posadziłam w tym roku późno bo trochę mi zeszło na tworzeniu mojego ogrodu o czym pisałam tutaj. Plus z tego taki ze nasze zbiory truskawek były późniejsze i dzięki temu mogliśmy się cieszyć ich smakiem długo. Słodkości robiłam różne (tutaj pokazywane) wiec teraz zaszalałam.
 
 
 
 
Przepis z niezawodnego bloga tutaj
 
 
 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 2 lipca 2014

Wielkie odliczanie :-)

Wielkie odliczanie rozpoczęte  :-) oczywiście odliczanie do urlopu. Wakacje zaczęły się dla dzieci, które leniuchują u babci na wsi. Dla nas też są to mini wakacje bo sami w domu jesteśmy rzadko.

 
Dzisiaj chciałam pokazać Wam nasz wiatrołap. Jest to pomieszczenie, które powinno robić pierwsze dobre wrażenie :-) a jednocześnie musi spełniać kilka funkcji użytkowych. Dodatkowo nie jest duże ani ustawne wiec było to małe wyzwanie pomieścić wszystko.
 

Ponadto chciałam aby to pomieszczenie żyło i zmieniało się sezonowo. Funkcje te maja spełniać dwie tablice oraz konsola na której mam zamiar zmieniać aranżacje zależnie od pory roku, nastroju, świąt i co mi tam jeszcze wpadnie do głowy.

 
No a że zaczęliśmy wielkie odliczanie do urlopu to odliczamy też na naszej tablicy. Gdy myślę o lecie to zawsze obecne jest radio grające gdzieś w tle, zatem na konsoli pojawiło się radyjko upolowane na bazarku. Był to dzień gdy zdobyłam odznakę starszego poszukiwacza,. Zawsze dzieje się tak że ja przejdę obok i nic a Pan Mąż który idzie za mną zawsze coś wypatrzy. Jednak tym razem było odwrotnie - radyjko wypatrzyłam ja i zakupu dokonałam za niewielkie pieniądze. W domu je odczyściłam i włączyłam a tu muzyka gra ! Cud malina! Pan Mąż pod wrażeniem był:-)
 
 

Radio ma niebieski kolor i idealnie pasuje do starego rosyjskiego wiatraka, który nomen omen w podobnej kolorystyce jest. Dodam tylko ze też działa mimo że model z 1970 roku, bo to ruska maszyna jest!
 

Ostatnim akcentem wakacyjnym jest poduszka z rowerem bo to przecież podstawowy letni środek lokomocji.
 


Co do użytkowych aspektów naszego wiatrołapu to zmieściła się ławeczka co by usiąść i obuwie ściągnąć, wraz z dwoma koszykami gdzie trzymamy kapcie. Na ścianie wśród naszych wspomnieniowych zdjęć są dwa lustra - wyższe dla dorosłych a niższe dla panny Agaty. Przecież dziewczyna przed wyjściem musi rzucić okiem czy wszystko ok.

 
Wieczorem zapalam lampkę, która świeci sobie do nocy.




 


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota