Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korona półmaratonów polskich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korona półmaratonów polskich. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2020

Aktywny rok

Ach co to był za rok :-)
Na początku miałam plan ograniczyć starty w zawodach
 i więcej biegać dla siebie samej.
Hmm chyba nie do końca się udało!
Startów było mniej niż w latach poprzednich ale dystanse dłuższe.
I z asfaltu przeniosłam się w góry.
To mnie cieszy najbardziej, że udało się tak wszystko
 poukładać aby aktywnie weekendy spędzać w górach.
I zimą i latem.
Szczególnie cieszy, że cały czas udawało mi się zarażać pasją 
i dzielić tą radość z innymi.
Czy w czasie Biegu firmowego, sztafety triathlonowej czy sztafety  charytatywnej. 
Kilka startów  miało też cel charytatywny 
jak między innymi Wings for Life, Bieg Kobiet 
czy wspomniane wcześniej sztafety. 
Biegałam wiosną, latem i zimą :-)
Ale też nie tylko biegałam :-)
Były biegówki, zjazdówki czy łyżwy.
Było pływanie, nurkowanie czy morsowanie!
Oczywiście rower, tenis, triathlon.
Było cudowne kibicowanie na maratonie wrocławskim.
A w ramach slow down nieoceniona joga.

Aż sama jestem w szoku ile się działo.
A to tylko sport:-)
Były koncerty, spektakle, 
podróże krótkie i dalekie ,
spotkania z przyjaciółmi, babskie wyjazdy i ...... wiele cudownych chwil.

Plany na 2020 ambitne.
Pierwsze ultra zaplanowane, maraton za granicą, nowe wyzwania i radości.
Trzymajcie kciuki za zdrowie i formę .

Wszystkim życzę realizacji celów, szczęśliwych chwil,
tłumu kochających ludzi dookoła i oczywiście zdrówka!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Pobiegałam nocą po Wrocławiu

Kolejny weekend biegowy za mną.
Tym razem wspólnie z 13 000 biegaczy deptaliśmy wrocławskie ulice.
Pakiet odebrałam już w piątek w temperaturze trzydziestu kilku stopni.
I błagalnym wzrokiem patrzyłam w niebo.
Nocny Półmaraton Wrocław startuje o 22.00
 więc wiadomo że słońce nam nie grozi :-)
ale duchota i temperatura niewiele malała po zachodzie.
W sobotę nad Wrocławiem przeszła burza i trochę oczyściła powietrze.
Humory na starcie dopisywały:-)
Pierwszy raz Nocny Półmaraton startował z płyty Stadionu Olimpijskiego.
To rozwiązanie super sprawdziło się przy Maratonie Wrocławskim.
Tu jednak średnio.
Po prostu było za wąsko.
Organizatorzy przygotowali super oprawę świetlno-muzyczną.
A jak odpalono ogień na wieży to zrobiło się światowo wręcz olimpijsko !

Tempo pierwszych kilometrów dramatycznie niskie.
Wolno przepychałam się do przodu
ale bez ciśnienia.
Start w tym biegu traktowałam czysto treningowo i zabawowo.
To miał być trening w miłym towarzystwie przed startem w Bieszczadach
Jak tylko ruszyliśmy to zaczął padać deszcz.
Jak dla mnie idealnie.
Bardzo to lubię i nawet śliska kostka czy tory nie zniechęcały.
Na trasie było kilka mocnych zwężeń trasy
 co przy takiej ilości biegaczy nie dawało komfortu kontroli tempa.
Na początku Piłsudskiego jeszcze przed dworcem  po prostu musieliśmy stanąć :-(
Ale że bieg był dla przyjemności a nie jakiś życiówek
nie przejmowałam  się.
Mimo deszczu na trasie świetni kibice, pięknie oświetlone mosty
i muzyka klubowa. 
A na finiszu niespodzianka.
Stadion żużlowy zamienił się w błotnisko i ostatnie metry 
to była jazda bez trzymanki.
Jak zawsze szczęśliwa wpadłam na metę! 
Zdjęcie na mecie pokazuje stan butów i skarpet :-)
Dobrze że w aucie miałam ciuchy i butelkę wody aby się opłukać !!! 
Kolejny medal z krasnalem do kolekcji.
I pewno nie ostatni bo bardzo lubię ten bieg!
Do zobaczenia za rok!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 10 maja 2019

Dla tych którzy nie mogą!!!

Jeszcze we mnie buzują mega pozytywne emocje
 po ostatnim starcie na WINGS FOR LIFE!
Cudowna, pozytywna i świetnie zorganizowana impreza.
A najważniejsze że biegniemy dla tych którzy nie mogą!!!
Po ubiegłorocznej edycji która mnie zaczarowała
 wiedziałam że chcę być też w tym roku w Poznaniu!
Ruszyłyśmy o świcie z Wrocławia po tygodniowej majówce we Włoszech 
i nieprzespanej nocy ale co tam :-)
Pakiety odebrane, pogoda sprawdzona, w głowie plan ułożony!
W tym roku to własnie pogoda dawała nadzieję - zachmurzenie i miłe 12 stopni.
Rok temu upał mnie dobił :-))))
W tej edyzji ponownie goniła nas Adam Małysz :-)
Bieg Wings for life to impreza charytatywna gdzie meta ( w postaci auta) goni biegaczy.
To świetna idea bo wystartować może każdy i przebiegnie tyle ile może!
Cały dochód z biegu przeznaczony jest na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym.
Co roku udział bierze wielu uczestników na wózkach! 
Gotowe na starcie a na telebimie magiczna ilość uczestników na całym świecie
120 000 !!!! o tej samej godzinie na 7 kontynentach biegnie w Wings for life!
I ruszyła uśmiechnięta fioletowo-różowa fala!!!
Mnóstwo kibiców na trasie.
Przybiłam chyba milion piątek 
a dzieciakom to już nie darowałam. 
Rok temu 13 km i mnie dopadł:-) - post 2018
W tym roku plan był na 15 km
ale .... dogonił na 17 km !!!!
Udało się wybiec za Poznań aż na koniec Kobylnicy! 

W tym roku organizatorzy wyciągnęli wnioski z poprzedniej edycji
 (czekaliśmy na autobus 2 godziny)
i wszystko poszło sprawnie.
Były folie, woda i ratownicy w autobusach, batony na przesiadce w tramwaje
 i medale dla każdego.  


Ta radość na twarzy chyba najlepiej podsumowuje ten bieg :-)
Do zobaczenia za rok!!!!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

piątek, 5 kwietnia 2019

Czy warto biec bez szans na życiówkę ?

Dzisiaj kilka słów o moim ostatnim starcie.
Półmaraton Ślężański bardzo lubię :-)
Tam tylko 10 km pod górę a potem to już w dół :-)
Na tej trasie mam życiówkę w półmaratonie.
Większość się dziwi bo to trudny bieg ale mnie ratuje to z górki :-)
Długo myślałam czy w ogóle wystartować.
Stopień przygotowania żaden, kondycja słaba, zdrowie wciąż w proszku.....
Kusiło oj kusiło aby oddać pakiet.
Ale przecież w bieganiu ważne jest towarzystwo, świeże powietrze i radocha.
Z Ewą to już nasz wspólny czwarty Ślężański :-)
No więc pobiegłam a momentami poczłapałam.
Zgodnie z hasłem "Kiedy nogi nie mogą już biec, biegnij swoim sercem"
Oczywiście najpierw przed biegiem zrobiliśmy rozgrzewkę.
Nie wiem po co?
Kompletnie bez sensu....
Człowiek trenuje cała zimę w cudownych mroźnych warunkach
a tu oczywiście w dniu startu wali słońcem po oczach i 18 stopni na asfalcie....
No dobra mamy wymówkę pogoda:-)
Cała nasza banda jak widać licznie stawiła się na stracie.
Ambitnie stanęłam z Michałem pacemakerem na 2 godziny.
Hahaha to nawet nie ambitnie ale to szaleństwo istne.

Krok za krokiem patrzyłam tylko na to słońce i czułam jak mnie odcina.
Na 6 kilometrze dostałam gęsiej skórki i lekkich mroczków przed oczami.
Mój organizm na prawdę nie lubi wysiłku w cieple :-(
Zwolniłam o ile da się bardziej.
Na 7 kilometrze na poboczu stały koleżanki z klubu.
Myślałam że to przerwa na wodę a tu informacją że zawracają.
Rezygnują z dalszego biegu.
Hmmmmm kolejna pokusa aby się dołączyć.
No ale to 7 km za chwilę będzie z górki!!
Stwierdziłyśmy z koleżanką Katarzyną że doczłapiemy jakoś.
Przyznaję się w tym roku na przełęcz Tąpadła częściowo wchodziłam.
 Rok temu wbiegłam mijając idących i zastanawiałam się czemu idą
Teraz już wiem :-)
Na trasie miła niespodzianka - Kasia z grupy Biegaczki.pl woła do mnie :-)
ja Cie znam :-) 
Ach ta siła internetu.
Zrobiłyśmy sobie pamiątkową fotkę!
Bo przecież po to biegam - dla dobrego towarzystwa!
Potem już przełęcz i z górki - no prawie... 
Kto był ten wie.
Dzień był wybitny - karetki szalały, ludzie mdleli,
 nawet jakieś pola traw płonęły i przepuszczaliśmy strażaków.
Mieszkańcy mijanych wiosek mocno dopingowali
 a nawet własna wodę wystawiali.
Brawa dla nich.
To słońce wielu zaskoczyło.
W głowie już jedna myśl oby do mety.
A to zdjęcie podpisałabym - a dajcie już spokój z tym bieganiem :-)
Uwaga do mety dobiegłam :-)!!!
z najgorszym czasem w życiu ;-(  nawet debiut miałam lepszy.
Za mną już kilkanaście półmaratonów i nigdy nie wiadomo co się wydarzy :-)

No ale teraz mam nową granicę - co to gorzej już nie będzie!
Melduje że z koleżanką Katarzyną do mety dobiegłyśmy, Kasia i Ewa też całe i zdrowe.
Kilku osobom z klubu pogoda pasowała i zrobili życiówki
Szacun!!!
Ja szukam biegów na Islandii, Grenlandii czy Atarktydzie:-)

Następny start to Nocny Półmaraton Wrocławski.
Jak nazwa wskazuje start o 22.00 gwarantuje brak słońca :-0
a jak będzie z kondycją zobaczymy.
Po drodze jeszcze Bieg Firmowy ( nie może być wstydu) 
Bieg Kobiet - cudowna impreza nie na czas, 
Sztafeta Triathlonowa ( o matko a jak mi się to spodoba?)
i pewno dam sie jeszcze skusic na kilka innych imprez.

Ja tam nie ustaję w biegu!

Aaaaaaa czy warto biec bez szans na życiówkę?
WARTO!!!!


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 8 marca 2019

Zimą jest tyle do roboty :-)

Wielu z nas wypatruje wiosny.
I przyznam szczerze że ja też.
Ale zimą właściwie to brakuje mi tylko słońca.
Bo tyle się dzieje i tyle fajnych weekendów za mną,
że ta zima na prawdę jest fajna.

Jak część z Was wie bardzo lubię biegać zimą .
Najważniejszy zimowy start Zimowy Maraton Ślężański
Ale właściwie każdy trening w tym sezonie zrealizowałam. Niezależnie od pogody czy miejsca.
Było więc biegane po ciemku, po lodzie, na delegacjach czy urlopach!

Kilkakrotnie atakowałam Ślężę w ramach przygotowań do głównych startów w tym roku czyli Górskiego Maratonu Ślężańskiego i Rzeźniczka :-)
Ślęża to magiczna góra i nigdy nie wiadomo co się zdarzy.
Był śnieg, mgły, lód na trasie i błoto.
Zdarzało się też słonko
Było też pobiegane na ulubionej leśnej trasie City Trail:-)

Przez całą zimę zmieniałam buty z biegowych na biegówkowe :-)
czy narciarskie !

Kilka weekendów to wspaniała przygoda z biegówkami.
 Oczywiście w cudownym towarzystwie!
Były cudowne mega słoneczne Jakuszyce.
I pełne wyzwań na trasie Góry Sowie
A także pełne ciszy i samotności trasy w Czechach.
Jako  że zima to ferie to były też zjazdówki z dzieciakami!
Aktywnie zwiedzałam też Amsterdam.
Udało się pobiegać ( nie ważne, że w deszczu lub w labiryncie rowerów),
pojeżdziłyśmy też rowerem.
Ale najbardziej w kość dostały mięśnie brzucha bo śmiechu było mnóstwo :-)
Taka anty depresyjna wyprawa .
Polecam!!!!

Co do roweru to właściwie nie zamknęłam sezonu i jeżdziłam cały czas.
Nawet w deszcz czy śnieg :-)
A i jeszcze zmieniałam buty na nowy model :-)
Bo kilka razy pomoczyłam się w zimnej wodzie
 ale gorącej atmosferze dzięki wsparciu innych szaleńców!
Morsowanie to nowa miłość :-) więcej pisałam tu
Jak widać zimą jest co robić i można biegać i aktywnie spędzać czas!
A co to się będzie działo na wiosnę? :-)


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota