środa, 18 kwietnia 2018

Wiosennie

W domu zrobiło się wiosennie :-)
W życiu nie uwierzyłabym, że wprowadzę do wnętrza elementy różu:-)
Ale tak mnie nastroiły śliwki kwitnące przed domem.
Pojawiło się zatem kilka akcentów
i jakoś tak optymistycznie się zrobiło :-)
Nawet Pan Mąż nie kręcił nosem na róż.
Po miesiącach burej i bezśnieżnej zimy
nadszedł czas na radośniejsze kolory.
W jadalni króluje śliwka,
która pięknie rozkwitła.
Kilka dodatkowych gałązek 
w kąciku czytelnika.
Ten krótki czas, gdy wszystko rozkwita
udało się w tym roku złapać
i zatrzymać przez moment.

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 13 kwietnia 2018

Fortuna kołem się toczy

Cześć 
dzisiaj podzielę się z Wami podsumowaniem ostatnich moich startów.
Dawno tu biegowo nie było
W dwa tygodnie brałam udział w dwóch kompletnie innych półmaratonach.
I skończyły się one zupełnie inaczej.
I oczywiście żaden nie tak jak planowałam :-)))))))))))))))))

 Zacznijmy od początku.
Półmaraton Ślężański.
To nie był mój pierwszy raz na tej trasie
i wiedziałam, że jest to bieg trudny.
Cały sezon zimowy rzetelnie trenowałam
pamiętając o podbiegach.
Charakterystyka tego biegu w skrócie - 10 km pod górę a potem już z górki :-)
Z małym haczykiem ;-)
podbiegi na 17, 18 i 20 km.
Niby małe w porównaniu z drogą na przełęcz Tąpadła
ale .... to końcówka.
Dla chętnych profil trasy tutaj

No ale do rzeczy.
Nie planowałam szaleństwa na tej trasie. Żadne tam życiówki, 
po prostu biec a jak uda się poprawić poprzedni wynik to super.

Przyjechałyśmy odpowiednio wcześnie, pakiet odebrany, toaleta zaliczona,
rozgrzewka zrobiona :-)
Po długich debatach jak się ubrać decyzja dnia podjęta.
Start o 11.00  ale było zimno, mrozik nad ranem 
i resztki śniegu w lesie.
Ale też świadomość, że jak słonce przygrzeje to po zbiegu może być gorąca:-)

Ruszyliśmy!!!!

Biegło mi się dobrze, wiedziałam co mnie czeka więc nie szalałam.
Systematycznie krok za krokiem starałam się utrzymać tempo.
Treningi z podbiegami dały siłę w nogach. 
Pięłam sie w górę.
Gdy dobiegłam na 10 km poniżej godziny
wiedziałam, że będzie dobrze :-)
Moja mina tego nie potwierdza :-)
Potem zbieg w dół. 
W życiu tak szybko nie biegłam :-)
Na 17 kilometrze ( to mój permanentny kryzysowy punkt na tym dystansie)
miałam siłę na podbieg.
Zegarek wskazywał dobre tempo, 
poczułam szansę złamania 2 h :-)
Dałam z siebie wszystko.
Ostatnie 3 km były ciężkie 
ale głowa pracowała. 
Tyle mam już za sobą. 
Pokonałam górę nie zmarnuję tego.
Coraz więcej kibiców na trasie, to już blisko !!!
Puściłam nogi.
Leciały same i ostatni zakręt w kierunku mety.
Banan na twarzy :-)
Jest meta
Spoglądam na zegarek 1:58
patrzę na Endomondo - życiówka poniżej 2 h
Radość!!! 
Zrobiłam to:-)
Szczerzyłam się jak szczerbaty na suchary idąc do auta
i sms z pomiarem czasu
Uwaga 02:00:23 
CO?????
no cóż nie tym razem :-)

Teraz już wiem, że jest to w moim zasięgu złamać 2 h , 
zrobiłam świetny wynik na trudnym biegu.
Będzie dobrze!!!!

Od razu w głowie pojawił się plan.
Za dwa tygodnie H2O półmaraton.
Płaska trasa, wsparcie znajomych,
jestem w ciągu treningowym ;-)
Spróbuję zaatakować 2h.

Przygotowałam się do tego startu z głową.
Pamiętałam o odpowiednim nawadnianiu przez cały tydzień,
dobrej diecie, przesypiałam min 7 godz.
W czwartek ostatni trening,
trudny ale potrzebowałam tego aby w głowie
sobie poukładać że mam to w zasięgu ręki / nóg właściwie.
W piątek jeszcze masaż dla higieny nóg :-)
Sobota spokojna i nadeszła niedziela :-)

I znowu startowa rutyna.
Odebrałam pakiet, spotkałam się z moja biegową przyjaciółką,
toaleta i rozgrzewka.
Ruszyliśmy.
Jedyne czym byłam zaskoczona to pogoda.
Pełne słońce, o 9.00 rano już jakieś 18 stopni i wiatr.
To był mój drugi bieg w krótkim rękawku w tym sezonie
więc nie było czasu na aklimatyzacje do biegania w cieple.
Ale spokojnie tak mają wszyscy.
Pierwsze kilometry z czasem nawet za dobrym ;-)
5 km pod kontrolą
ale czułam potrzebę napicia się.
Dobiegłam do punktu odżywiania a tam pusto.
Wolontariusze nie nadążali.
Ja znowu nie miałam czasu aby czekać,
bo przecież biegnę na życiówkę, złamać 2 h :-)
Na szczęście miałam swoją butelkę bo mam zawsze.
Po 7 km czułam w prawej nodze takie napięcie,
jakby jakaś linka była zbyt napięta.
Ale cisnę dalej.
Jest 10 km to już prawie połowa.
Napiję się:-)
Niestety powtórzyła się sytuacja z 5 km.
Zero gotowych kubków z piciem,
złapałam butelkę napiłam się i polałam całe plecy.
Tak mam często biegam w mokrych ciuchach .
Pomiar czasu na 10 km - 55 min
2 minuty gorzej od życiówki.
Jest dobrze ... jeszcze tylko przetrwać kryzys na 17 km
i nagle
BUM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Okropny ból w prawym udzie.
Stanęłam.
Zaczęłam rozciągać. nogę mimo okropnego bólu
Popłakałam się z bólu i złości.
Bardziej chyba ze złości.
Wszystko szło i ......
Spróbowałam biec bez szans ;-(
iść z bólem ? po co?
to dopiero 10 km.
Jeśli to poważna kontuzja to mogę sobie zaszkodzić.
Siadłam na trawie.
Zaczęli mnie mijać biegacze.
Wielu znajomych z pytaniami co się dzieje,
co pomóc,
czy wzywać karetkę?
Wielu nieznajomych z troską pytających co się stało.
Dziękuję wszystkim za troskę <3

Podjęłam decyzję o niekontynuowaniu biegu.
Stwierdziłam że nie jestem w stanie dojść do mety
Nie znałam okolicy, do auta daleko
Pozostało czekać na karetkę, która jedzie na zamknięcie trasy.

Dziękuję p.Darkowi , że dzielnie ze mną czekał.
I jeszcze zrobił mi zdjęcie ;)

W karetce spędziłam kolejne 2 godziny jadąc spokojnie za ostatnią zawodniczką.
Telefon się grzał :-)
Wielu znajomych jak dobiegło zaczęło mnie szukać.
To był bieg organizowany przez mój klub,
wiec reakcja  w biurze zawodów też była szybka.

Na metę dotarłam z czasem 3.05 :-)
to na pewno moja życiówka :-)))))))))))))))))))))

Tak zrobiłam sobie selfie w karetce a co?
2 godziny nudów 
coś trzeba było robić :-)

Podsumowując:
Kolejna lekcja dla mnie.
Trudno mi powiedzieć czemu te dwa tak różne starty skończyły się tak inaczej.
Czego zabrakło?
Co mogłam zrobić inaczej?
Czego unikać przy następnym starcie :-)
A że będą następne to jestem pewna.
Jeszcze nie wiem kiedy.
Uraz mięśnia półbłoniastego niby nie jest wielki
Ale za tydzień maraton Kraków.
Biec czy nie biec?
Decyzję pewno podejmę 22.04. rano na rynku krakowskim
Trzymajcie kciuki !!!!!!


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota




środa, 11 kwietnia 2018

Tarta lemon curd

Witam serdecznie:-)
Dziś  znów kulinarnie!
Ostatni podzieliłam się z Wami jak wykorzystać żółtka po bezie
i przygotować pyszny, cytrynowy krem Lemon Curd.
Dzisiaj czas na tartę z wykorzystaniem gotowego kremu. 
Tarta lemon curd
Składniki:
ciasto:
1 szklanka mąki (150g)
100g masła
1 żółtko (lub 40ml śmietany)
1 łyżka cukru pudru
 lemon curd – jeden słoiczek, ok. 4 łyżki
beza:
2 duże białka
100g cukru

Sposób przygotowania:
Z podanych składników zagnieć szybko ciasto (rękoma lub mikserem), zawiń w folię i wstaw do lodówki na pół godziny. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni,
Podłużną formę na ciasto ( 12×33 lub okrągłą o średnicy ok.22 cm) wysmaruj masłem. Ciasto rozwałkuj i wyklej nim foremkę. Na ciasto połóż papier do pieczenia i wysyp na niego kulki ceramiczne lub suchą fasolę, aby obciążyć ciasto. Piecz 20 minut z kulkami, po czym je ściągnij (razem z papierem) i piecz jeszcze 5 minut. Ostudź.
Ubij białka na sztywno i partiami dodawaj cukier.
Na ostudzone ciasto rozsmaruj lemon curd i nałóż bezę (łyżkę lub za pomocą szprycy).
Piecz w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku ok. 20 minut, aż beza z wierzchu będzie chrupiąca.
Tartę z lemon curd i bezą podawaj po schłodzeniu w lodówce (ok. 2 godziny).
 
Szybkie i efektowne ciasto gotowe.
Nawet jak goście niespodziewanie dadzą znać że jadą
to jeszcze można uratować sprawę:-) 
Można też wykorzystać gotowe ciasto kruche,
dostępne w sklepach ( obok ciasta francuskiego) 
Nam mieszanka kruchego ciasta, cytrynowego kremu
 i słodkiej bezy przypadła do gustu.

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota



środa, 4 kwietnia 2018

Cytrynowa rozkosz lemon curd

Witam po świętach:-)
Mimo, że wszyscy pewno przejedzeni
dzisiaj u mnie też kulinarnie.
Moja córka jest ogromną miłośniczką bezy.
Nawet na urodziny zażyczyła sobie Pavlovą.
I wszystko byłoby pięknie,
gdyby nie żółtka które mi zostają.
Znalazłam na to rozwiązanie w postaci kremowej i cytrynowej.
Lemon Curd :-)
Przymierzałam się do tego kilka razy aż znalazłam przepis idealny
i do tego jeszcze na Thermomix.

Lemon curd 
Składniki:
- 6 żółtek (które zostają po białej pavlovej )
- 3 cytryny ( z jednej obierz skórkę, z 3 wyciśnij sok)
- 3/4- 1 szklanki cukru
- 70 g masła
- 20 g mąki ziemniaczanej
Wykonanie:
Cytryny dobrze umyć, zalać wrzątkiem. Następnie wytrzeć dokładnie i zetrzeć skórkę. Wycisnąć sok (u mnie było 230 g).
Do naczynia Thermomix wsypać cukier i skórkę cytrynową. Zmiksować czas 30 s/obr.10. Założyć motylek i dodać sok z cytryn,  żółtka oraz mąkę ziemniaczaną. Gotujemy czas 10 min/100 stopni/obr.2
Dodajemy masło i ponownie gotujemy czas 2 min/100 stopni/obr.2
Gotowy lemon curd przelewamy do słoiczka. Z powyższych składników wyszedł mi słoik 330 ml

Krem jest idealny jako wypełnienie babeczek, naleśników czy tart.
Uwaga jest mocno cytrynowy.
Trzymam w lodówce i dodaję łyżeczkę np do budyniu, czy jaglanki
a nawet owsianki.
Taka kwaśna słodycz dodaje wyrazu :-)
Już niedługo będzie przepis jak pyszny lemon curd wykorzystać:)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota




czwartek, 29 marca 2018

W świątecznym nastroju

Witam wszystkich tuż przed świętami.
U nas świąteczny nastrój już widać.
Jaja i zające opanowały dom.
W tym roku prosto i naturalnie.
Króluje zieleń, jaja i zające:-)
Pytanie czy świąt nie spędzimy grzejąc się przed kominkiem.
Pogoda raczej zimowa :-) 
Świąteczny stół już Wam pokazywałam w poprzednim poście.
Zmajstrowałam jeszcze dekorację między kuchnią a jadalnia.
Na gałęzi zawiesiłam kilka jajek,
w towarzystwie bukszpanu oczywiście.
Jajka z delikatnym złotem wpisały się w wystrój jadalni.
Na komodzie dekoracja kwiatowa 
w świątecznej odsłonie.
Kolejny owies wysiany w Niedzielę Palmową
na Wielkanoc będzie idealny.
Kwiaty i zajączki obecne też w wiatrołapie 
A na drzwiach wieniec własnoręcznie wykonany:-)
Ogłaszam pełną gotowość.
Teraz zostaje już tylko kuchnia :-)

Wszystkim życzę słonecznych i radosnych chwil z bliskimi 

w czasie tych świąt!!


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota



wtorek, 27 marca 2018

Wielkanocny stół

W tym roku wypatrywałam już tej Wielkanocy
bo miałam nadzieję, że przegoni zimę do końca.
Marzyło mi się słońce i kwiaty.
Nasz wielkanocny stół też bedzie jasny, lekki i zielony.
Jak Wielkanoc to musza być jaja:-)
U nas w tym roku prym wiodą złote nie pisanki.
Kupiłam jajka styropianowe
 i pomalowałam złotą farba w spraju.
Nie chciałam inwestować i potem cały rok przechowywać :-) 
Malując styropian w ten sposób musicie uważać,
bo farba potrafi stopić materiał.
Robiąc to z wyczuciem można jeszcze uzyskać ciekawy efekt faktury. 
U nas takie jajka zagoszczą na stole 
w towarzystwie bukszpanu i bazi. 
Podobnie przygotowałam też serwetki.
Ze złotego drucika florystycznego przygotowałam 
obrączki do serwetek,
do tego bukszpan, bazie i gotowe.
Można dodać jeszcze jakiegoś kwiatka :-)
Na naszym stole niewiele więcej
bo w ty roku w prostocie siła.
Możecie przygotować takie ozdoby naprawdę ekspresem
a efekt wart tych kilku chwil pracy.
Posiałam również owies i rzeżuchę
ale tą druga mi zjedli.
Mimo iż cały rok ją sieje do kanapek to tym razem nie uchowałam.
Ciekawe czy rodzinka zje też owies :-) 
 W ten sposób już właściwie wszystko gotowe:-)
Brakowało jeszcze jakiś kwiatków i zajączków.
Przygotowałam małą dekorację świąteczna.
Dwa fiołki alpejskie, trochę bazi, jajek na szpikulcu no i zając.
Tak dekoracja postoi nawet po świętach :-)
Powoli dom już gotowy na święta.
Może jeszcze zdążę pokazać kilka ujęć.
Menu zaplanowane, okna na liście to do 
i chyba zdążę :-)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota