piątek, 23 lutego 2018

Zima na sportowo

Jakoś nam z tą zimą było nie po drodze.
W ferie wybraliśmy ciepłe kraje :-)
A do Wrocławia zima nie chciała zawitać.
Dlatego wybraliśmy się na przedłużony weekend
aby trochę zimy znaleźć.
I to był genialny pomysł :-)
Zima pokazała się od najpiękniejszej strony.
A ja oczywiście nie odmówiłam sobie biegania
w takich warunkach. 
Cudna trasa :-)
siódma rano i tylko ja i las.
Dla takich widoków warto zerwać się rano nawet na urlopie. 
Uwielbiam biegać zimą,
nie przepadam za upalnym bieganiem.
A tu było wszystko co trzeba.
Oczywiście każdy biegacz wie,
ze ścieżek biegaczy narciarskich deptać nie wolno:-) 
Jak to zimą bez nart też się nie obyło:-) 
Tak że nogi dostały w kość:-) 

Zmieniałam tylko buty :-)
Magiczna zima 
jak z Narni pokazała swoje cudne oblicze. 
Były też dni pełne mgły i padającego śniegu
ale czy to przeszkadza? 
Nie to tylko mobilizuje! 
Pozdrawiam serdecznie i pędzę szukać wiosny :-)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 9 lutego 2018

Domowy baleys

Zapraszam dziś na kieliszeczek pyszności:-0
Domowy likier kawowy !!!
Ostrzegam, że smakuje wybornie,
ma kalorie i alkohol
i musicie spróbować!
Domowy Baley's
Składniki:
1 puszka masy krówkowej (400—500 g)
200 g śmietanki 30 lub 36%
250—500 g wódki lub rumu
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
1 cukier waniliowy
2 łyżeczki cukru pudru

Wykonanie:
Do naczynia miksującego włożyć wszystkie składniki oprócz alkoholu i wymieszać 10s/obr.10, a następnie podgrzewać 4 min/90 stopni C/obr.2. Po tym czasie podgrzewać kolejne 4 min/90 stopni C/obr.3, dodając powoli alkohol. Likier przelać do butelek i przechowywać w lodówce.
Warto zamknąć lodówkę na kłódkę :-)
Najlepiej smakuje gdy jest mróz!!
Wersja kawowa ale polecam również likier jajeczny zwany ajerkoniakiem
 bądź wersje full wypas czyli Bombardinio

No to zdrówko!!!!


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

poniedziałek, 5 lutego 2018

Pierwszy zagraniczny start

Witam wszystkich serdecznie:-)
Tak zrobiłam to !
Tego się nie leczy :-)
ale od jakiegoś czasu kiełkowała mi w głowie ta myśl.
Ale nie żeby od razu ustawiać wszystko pod zawody .
Aż tak to nie
ale.....
gdy zarezerwowaliśmy ferie i znane było miejsce i czas
 to zaczęłam szukać:-)
I tu pojawiły się schody ;-(
Po pierwsze po angielsku to są strony półmaratonów i maratonów
i akurat w tym terminie żadnych nie było.
Pozostałe biegi lokalne były po portugalsku.
Po drugie gdy znalazłam już stronę z jakimś kalendarium
to nazwy miejscowości niewiele mi mówiły.
Tak wiec tłumacz i mapa okazały się tu bezcenne.

Gdy wybrałam imprezę, czas i miejsce 
reszta poszła już sprawnie.
I tak dotarliśmy do Lizbony:-)
Dzień przed startem trzeba było odebrać pakiet.
Tak pokierowałam rodzinnym zwiedzaniem,
że gdy rodzinka wcinała obiad ja śmignęłam metrem po numer startowy.
I tu uwaga! jeśli ktoś narzeka na polskie pakiety 
to tam dostałam koszulkę i numer do ręki.
Nawet reklamówki nie było o jakiś dodatkowych gadżetach nie wspominając.
Uprzejmy Pan po angielsku wytłumaczył mi co i jak 
( bo start był w kompletnie innym miejscu niż biuro)
i pozostało juz tylko poszukać makaronu na kolacje .
Rano normalna odprawa przed zawodami
i w metro.
A tam co stacja pojawiało się coraz więcej osób w biegowych butach.
Potem to już zastosowałam metodę idź za tłumem :-)
i dotarliśmy na start.
A tam cała procedura jak u nas :-)
Depozyt i kolejka do toitoi!! 
No była jeszcze prasa i telewizja  
Rozgrzewki wspólnej nie było,
więc każdy we własnym zakresie.
Potem już strefa startu i obowiązkowe selfie. 
Punktualnie o 10.00 ruszyliśmy na 10 km ulicami Lizbony. 
Trasa w dużej mierze po miasteczku uniwersyteckim.
Przewyższeń jakiś ogromnych nie było
a tego się obawiałam. 
 Całe zawody niczym poza tym nie różniły się od naszych polskich imprez.
Po prostu po przekroczeniu linii startu 
gnasz do przodu aby jak najszybciej dobiec do mety :-)
Ot cała filozofia.
Bieg był pod hasłem sympatyków klubów piłkarskich.
Ja biegłam jako sympatyk Maratonu Wrocław :-) 
w odpowiedniej koszulce. 
No i w końcu meta i chwała :-) 
A na mecie niespodzianka bo medali nie dawali.
Podobno to norma za granicą, że medale tylko za półmaratony i maratony.
Tylko u nas taka rozpusta , że medal na każdej mecie.
No cóż biegamy dla radochy.
Dali wodę i batona ;-)
Potem już pamiątkowe zdjęcie na podium.
Aaaaaaa bo zapomniałam dodać, że byłam pierwsza!!!!
w kategorii Polek :-) 
I zdjęcie ze zwycięzcą biegu.
Skromny chłopak, którego pytałam o drogę w metrze:-)
okazał się nie do pobicia.

Kompletnie nie wiem czemu się tak stresowałam.
Właściwie oprócz kłopotów ze znalezieniem biegu
reszta poszła sprawnie.

No to teraz czas na kolejny krok 
czyli najpierw wybór biegu
a potem układanie pod to urlopu
ale ciiiiii bo jeszcze się mąż zorientuje :-)))))))))))))))

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 2 lutego 2018

Zimowe kwiaty DIY

Bardzo lubię kwiaty we wnetrzu.
Dużo u nas roślin w doniczkach
ale cięte kwiaty w wazonie muszą być :-)
Latem o to łatwiej,
czasem wystarczy wyjść na ogród bądź pobliską łąkę.
Zimą gorzej, drożej i mizernie w efekcie.
Dlatego grzejąc się przy kominku zapraszam na zimowe kwiaty DIY
Potrzebujemy gałązek - u mnie czerwony dereń dla kontrastu,
drucika florystycznego i ...
filtrów o kawy:-)
Zwijamy filtr dosyć ciasno, dodajemy drugi i formujemy kwiatek.
Ja robiła z dwóch filtrów jeden kwiatek
ale mozna wedłuch uznania robić peniejsze kwaity.
Owijamy drucikiem florystycznym i drucikiem przymocowujemy o gałązki.
Gotowe:-)
Szybkie, tanie i długo postoją:-)
Nie mogę sie jeszcze przekonać do wiosennych akcentów we wnętrzu.
Wciąż czekam na zimę:-)
Roxi po wizycie u fryzjera zdecydowanie czeka na wiosnę -)))))
Z tęsknoty za białym puchem w salonie zrobiło się biało.
Zniknęły świąteczne akcenty,
a wiosny jeszcze brak.
I tylko śniegu za oknem nie ma.
Więc zawijam się pod kocyk,
grzeje pod kominkiem
i popijam kawę z ciachem.
Może kogoś skuszą papierowe kwiatki na zimę:-)
Miłego weekendu życzę .


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 31 stycznia 2018

Scones na śniadanie

Witam serdecznie na przedmieściach
Powoli wracamy do codziennego rytmu po feriowych wyjazdach :-)
Te zimowe ale przecież wiosenne poranki cały czas nastrajają mnie kulinarnie :-)
 Dzisiaj zapraszam na scones czyli bułeczki z szynką i serem.
Nie wymagają wyrastania, brudzą jedną miskę
czyli na śniadanie w sam raz :-)


Scones z szynką i serem
Składniki:
- 2 szklanki mąki 
- 1 łyżka cukru
- 1 łyżka proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki suszonego czosnku
- 1/2 łyżeczki soli
- 100 g masła pokrojonego w kostkę
- 3/4 szklanki jogurty greckiego
- 1 szklanka startego sera cheddar
- 1/3 szklanki pokrojonej w kostkę szynki
- 2 łyżki posiekanego świeżego szczypiorku
Wykonanie:
Rozgrzej piekarnik do 200  stopni C. Wyłóż blachę do pieczenia papierem.
W dużej misce połącz mąkę, cukier, proszek do pieczenia, czosnek w proszku i sól. Dodaj zimne masło. Ręką połącz wszystkie składniki aż uzyskają konsystencje kruszonki. Powstałe ciasto wymieszaj z  jogurtem, serem, szynką i szczypiorkiem. Zagnieć ręką aż powstanie miękkie ciasto.
Z ciasta utwórz kulę i rozwałkuj na placek. Pokrój na 8 części.
Umieść bułeczki na przygotowanym arkuszu do pieczenia. Włóż do piekarnika i piecz przez 18-20 minut lub aż będzie  lekko rumiany.
Smacznego



Smakują wyśmienicie gdy są lekko ciepłe
ale nie tracą nic w smaku nawet na drugi dzień.

a komu mało to polecam też Scones z morelami i szałwią


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota