Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimowy Półmaraton Gór Stołowych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimowy Półmaraton Gór Stołowych. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2020

Jestem ultraską!!

 

Wspominając moje początki biegania i sukces pierwszych 3 kilometrów, 
nawet nie śniłam o bieganiu w górach.  
A co dopiero o dystansie ultra 😊  
Gdy dotarło do mnie że są tacy ludzie, którzy biegają długie dystanse po górach patrzyłam na nich trochę jak na kosmitów 😊 
I od niedawna sama jestem kosmitką

Moja droga do ultra trwała 5 lat od momentu, gdy pierwszy raz założyłam buty do biegania. 
Może to długo a może krótko ale podchodziłam do tego wyzwania z pokorą. 
Po drodze była oczywiście pierwsza dyszka, potem Korona Półmaratonów.
 W następnym roku wzrósł apetyt i zdobyłam Koronę Maratonów.
 Coraz bardziej rozsmakowywałam się w długich dystansach i coraz mniej lubiłam się z asfaltem.  Potem już tylko kroczek do pierwszego półmaratonu górskiego.
 No i przepadłam 😊 
Bieganie w górach to kompletnie inna bajka.
 Mnie urzekły widoki, niesamowici ludzie ale i brak presji czasu.
 Gdy biegłam kolejny półmaraton asfaltowy i byłam zła o 24s to gdzieś zniknęła radość z biegania.
 W górach wróciła ze wzmożoną siłą. 

Na swój ultra debiut wybrałam sprawdzona i świetnie zorganizowaną imprezę,
czyli Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich.
Tu debiutowałam w górach i tu też postanowiłam zmierzyć się z dystansem ultra.

Długo czekaliśmy czy impreza sie odbędzie i w jakiej ewentualnie formule. 
Na szczęście dzięki wysiłkom organizatorów data została potwierdzona.
Edycja covid 2020 była oczywiście inna ale ani start co 10s ani maseczki i dezynfekcja na strefach żywieniowych nie stanowiły przeszkody by znów pobiegać po górach.
Wybrałam dystans Złotego Maratonu czyli 45 km z przewyższeniami ok 2000 m.
Wyruszyłam na trasę w sobotę kilka minut po 7:00 rano w padającym deszczu, 
który towarzyszył mi następne dwie godziny.
Było magicznie -  zamglone lasy, niskie chmury
 a ja krok za krokiem znaną z wcześniejszych półmaratonów  trasą posuwałam się do przodu.
Na szczęście było ciepło wiec biegło mi się bardzo dobrze. 
Po pierwszym punkcie żywienia na Przełęczy Lądeckiej wiedziałam już, że diabeł nie taki straszny.
Na borówkowej Górze spojrzałam wspominkowo na trasę półmaratnonu 
i nie skręcając pobiegłam dalej. 
Przestało padać i zrobiło się parno i duszno.
Wiedziałam, że najwyższy punkt trasy już za mną ale zostały jeszcze 3 w tym Jawornik.
Na kolejnym punkcie mega wzruszenie bo tam czekała na mnie mama 
 z butelką upragnionej coca coli:-)
Chwilę porozmawiałyśmy gdy stałam w kolejce do dezynfekcji złapałam wafelki 
i w górę.
Podejście było długie i jednostajne a mnie dopadł mini kryzys. 
Popracowałam głową aby nogom się zachciało i jakoś poszło.
Na ostatnim punkcie żywieniowym Orłowiec czekała koleżanka Renia,
która z radością i energią dodawała mocy wszystkim biegnącym :-)
Takie wsparcie bezcenne!!

Potem trasa maratonu znów połaczyła się ze znaną mi z półmaratonu i wiedziałam
 że to już będzie z górki aż do Lądka Zdrój.
Z dala było słychać doping na mecie :-)
Ostatnie metry, krzyk dziewczyn z Pro-Run które ostro kibicowały 
i z wrażenia fotki nie zrobiły ;-) 
 i......
META!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A tam już tylko czysta radość,
niedowierzanie,
wzruszenie,
medal, 
arbuz,
i fota
Mam to ! Jestem ultrasem :-)



Wszystko poszło dobrze:-)
Buty po raz kolejny się sprawdziły.
Żadnych obtarć, odcisków nic mimo deszczu przez tyle czasu.
Prysznic jesdnak wymagany :-)

Co najważniejsze cały bieg było zadowolenie i radość że jestem tam.
Że biegnę... no dobra czasem podchodzę pod górę:-)
Że wraz z innymi szaleńcami robimy to co kochamy.

No i super ważne, że na metę dotarłam bez kontuzji
Wszystkie części ciała zdrowe...
no może z wyjątkiem głowy -)
bo chcę jeszcze!!!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota





piątek, 24 stycznia 2020

Zimowe Góry Stołowe


Hurrraaaa
Jak ja dawno nie miałam takiej radości z biegania 
Było wszystko co kocham !
Góry 
Śnieg  w oczy
Lód pod nogami
Świetna zabawa 
Super organizacja
i wspaniali wolontariusze !!!!
Zimowy Półmaraton Gór Stołowych 
Do zobaczenia za rok!

Ale po kolei :-)
Dojechałyśmy do Karłowa późno,
wszystko poszło sprawnie, odebrałyśmy numery
 i nawet jeszcze restauracje działały by nakarmić biegaczy.
Potem już kompletowanie sprzętu, 
siedem strategii na minutę:-)
Podglądanie prognoz pogody i w miarę spokojny sen.
Jak zawsze obudziłam się około 5:00 gotowa
i ze spokojniejszą głową. 
Na starcie super rozgrzewka, dużo znajomych twarzy 
i przemiłe spotkanie z Martą.
Nie podejrzewałyśmy, że los zetknie nas jeszcze na trasie.
Zaczęło się spokojnie w jesiennej aurze.
Pierwsze wzniesienia
i pierwsze zbiegi.
Powoli zaczął padać deszcz a potem już taki styropianik :-)
Przy skalnych wrotach nie odmówiłam sobie zdjęcia:-)
Przecież wykupiłam cały bieg!
Nie chciałam się spieszyć tylko się cieszyć z każdego kilometra!
Opady śniegu się wzmagały
 i pojawiła się myśl w głowie, że to jednak będzie zimowy bieg!
Gdyby ktoś się zastanawiał czy było ślisko to odpowiem - było mega ślisko.
Stosowałam różne metody - na czworaka , na kolanach, ślizg na tyłku
i najlepsza technika - trójka bobslejowa:-)
Dzięki dziewczyny!!! 
Wiedziałam, ze jak Piotr Hercog układa trasę to łatwo nie będzie. 
Podejście wzdłuż granicy było pod górkę :-)


Jak już dotarłam do drugiego punktu kontrolnego to złapałam oddech.
Duży zapas do limitu :-)
Lęki których się nabawiłam po Maratonie Ślężańskim zniknęły.
Do tego zrobiło się magicznie!
Pełna zima, siła w nogach, uśmiech na twarzy!
Na ostatnich kilometrach dogoniłam Martę. Niestety z kontuzją.
Zdecydowałam iść razem z Nią te ostatnie kilometry.
Po chwili dogoniła nas Ania i tak we trzy stanęłyśmy u dołu schodów na Szczeliniec.
To już tak niedaleko,
tylko 635 schodków :-)
Marta dzielnie schodek po schodku połykając łzy parła do przodu.
I tak trzymając się za ręce dotarłyśmy na metę.
RADOŚĆ!!
Gdy ją dzielisz jest jeszcze większa!
Dzięki Ania i Marta :-)
To jest to co kocham :-)

P.S. Dziękuję za cudne zdjęcia z trasy - 
Gratki dla Rafał Bielawa, Piotr Dymus i Łukasz Buszka

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota