poniedziałek, 13 października 2014

Kawa od zaraz

Nie jestem kawoszem.
Napój ten traktuję raczej jako deser - z dobrym ciachem wypiję zawsze :-)
Jak już mnie najdzie ochota to piję  dobrą, z ekspresu, chętnie z kardamonem.
 
Mam jednak w domu nałogowca, który pije litry kawy.  Robi ją sobie sam,  przy okazji bałaganiąc w całej kuchni.
Postanowiłam ogarnąć ten chaos.
 
 Tak początkowo wyglądała nasza szafka.
Hmm no cóż szału nie ma :-)
 
W przepastnej spiżarce odnalazłam słoiki w których kiedyś kupowałam kawę.
 Słoiczków uzbierało się osiem. Starczyło na wszelkie potrzebne napojowe cuda.


Do tego wydrukowałam na zwykłym papierze etykietki.
Chwila wycinania, chwilka przyklejania i zaczyna być porządek. W słoikach znalazła się kawa, cukier, kawa mielona, kakao, herbata itp. Widać tylko pierwszy rząd.

 
Do tego zrobiłam porządek ze szklankami i kubkami. Wszystkie kubki wszelkiej maści, pozyskane w różny sposób przez lata zostały spakowane w karton i wywiozłam je do pracy. Tam wiecznie kubków brakuje.
W szafce teraz porządek, wszystko pod ręką.
Mam nadzieje, że to ułatwi Panu Mężowi utrzymanie porządku przy przygotowywaniu 8 kawy danego dnia.
 
 
 
 A  z tej całej pracy i zapachów aż mnie samą naszła ochota na kawkę.
W wydaniu deserowym oczywiście.
 
 


Kawa i ciasteczko.



 
 
Pewno w zimowe, bezsłoneczne dni sama będę potrzebować większej dawki kofeiny.
Tylko z tymi ciachami muszę uważać.
 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota
 
 
 

piątek, 10 października 2014

Gotowi na jesienne spacery

Powoli czas się żegnać z tarasem.
To jedno z ulubionych moich miejsc o którym marzyłam przez wiele lat.
Uciekam sobie w ten kącik przez całe lat. Na zimę mam już gotowy fotelik :-) w środku, który pokazywałam tutaj
 
Ale nim pozwijam wszystko z tarasu dostał on lekki jesienny sznyt.
 
Niezbędne kalosze zawsze w gotowości! Najczęściej na ogród wychodzę właśnie przez taras więc to idealne miejsce dla nich.
 
Do tego oczywiście obowiązkowe dynie. Te pochodzą z własnej hodowli. Miały być białe :-( Szukałam wymarzonych baby boo a trafiłam na większą odmianę białych. No cóż u mnie wyrosły zielone.
 
Na naszym tarasie dumnie stoi niedżwiedż zwany Ustrzykiem. Podczas naszej wariackiej podróży dookoła Polski (1 część i 2 część - 3 niepublikowana :-() w Ustrzykach Dolnych właśnie mieliśmy okazję podglądać jak powstają rzeźby.
 
 
 Agata się zakochała i za własne wysupłane pieniążki Ustrzyka zakupiła
 
 
A no i puściliśmy się na spacerek po lesie.
 
 
Może grzybów, jadalne też się zdarzyły tylko na którym zdjęciu :-)




 




 
Życzę Wam miłych jesiennych chwil.
 
 

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 8 października 2014

Dyniowe słodkości

 
Spokojnie to nie jest podjazd mojego domu :-)
A może i szkoda.
 
Takie góry dyni mijam codziennie po drodze do domu. I jak tu przejść obojętnie?
 
 
Wczoraj pierwszy raz robiłam puree z dyni.
Posłużyłam się sposobem z przepisowni
Okazało się to szalenie proste. Zawsze ten punkt powstrzymywał mnie przed wypróbowaniem różnorakich przepisów. Zrobiłam 5 woreczków i zamroziłam.
 
Po wypróbowaniu przepisu na mufinki już wiem, że to zdecydowanie za mało.
Przecież nie wytrzymamy bez nich tak długo.
Mufinki piekłam według przepisu na mufinki dyniowe
 
 
 Wyszły rewelacyjne!
Nie za słodkie, o pięknym aromacie, w środku wilgotne.
Po prostu cudo, dlatego ze spokojnym sercem polecam.



 
 Moje niejadki dostały po sztuce do śniadaniówki szkolnej. Oczywiście wieczorem spróbowali i udawałam że są to mufinki pomarańczowe. Zasmakowały. Potem nieopatrznie wyjawiłam tajemnicę, że mufinki dyniowe. Oj ręka Matusza się zawahała przy sięganiu po kolejną:-)

 
Może ktoś też się skusi i wypróbuje przepis.
 
Powoli zaczynam wychodzić z dyniowego szału. Ale powoli...
 
 
 

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota



poniedziałek, 6 października 2014

Jesień za oknem i na oknie

Piękna jesień trwa. U nas za oknem i na oknie.
Dynie kupuję namiętnie i przetwarzam w różne dania.
 
Jak wracałam ze sklepu to biedne dynie najczęściej leżały gdzieś na podłodze. W lodówce też za bardzo się nie mieściły, na blacie kuchennym przeszkadzały. I takie biedne sierotki miejsca swego nie miały aż do momentu gdy wpadły pod nóż.
 
 I tak popatrzyłam sobie przez okno na nasz jesienny ogród i znalazłam miejsce dla dyni.
Właściwie to wygląda jak w sklepie :-) Waga, dynie i wspaniałe wygrzebane na bazarku porcelanowe odważniki. Nie ma najmniejszego ale to właśnie teraz włączył mi się pies gończy. Na pewno gdzieś wyszperam .


Tak więc na naszym okiennie dynie znalazły swoje miejsce.
 Gdy ściągam jedną, kupuję następną i nie wiem kiedy mi przejdzie.

 
Za oknem też pojawia się coraz więcej kolorów.
Trochę przymrozki narozrabiały i część drzew od razu zgubiła liście
ale inne pięknie się wybarwiają

 
Tym razem pod nóż wpadła dynie hokkaido i powstała z niej przepyszna zupa dyniowa.
Przepisów w sieci mnóstwo ale nam najbardziej smakuje wersja z mleczkiem kokosowym.
 
Oj coś czuje że to nie jest moje ostatnie słowo jeśli chodzi o dynie :-)
 
 

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

piątek, 3 października 2014

Domowe ognisko

Zawsze marzył mi się kominek. Trzaskające drewno, migoczące płomienie, ciepło przenikające przez całe ciało... i nie straszne wówczas zawieje i zamiecie. W naszym domku spokój, muzyczka cicho gra, ciacho pachnie, książka otwarta, kubek z herbatą w ręku. Taką jesień to ja rozumiem :-)
 
Do tego wszystkiego brakowało kominka. Ale już jest!
 
Tak wyglądał w trakcie
 
 
A tak dzisiaj
 
 
Teraz  w jesiennej osłonie bo dynie pakują się do wiatrołapu tutaj, salonu i kuchni.

 
Do tego dosypałam trochę jesiennych cudów - kasztany, kukurydza, fasola i orzechy laskowe.
 
 
Pojawił się też jeż :-) jak to jesienią bywa. DO tego kilka szyszek. Te malutkie i te duże przywiozłam z Chorwacji. Na szczęście Pan Mąż takie pomysły akceptuje i worek szyszek w drodze powrotnej nie stanowi żadnego problemu.
 


 
 
 
Ciepło milutko rozchodzi się po całym domu a co najważniejsze dociera do mojego kącika czytelnia - tutaj
 
 
 
T|ak więc Pani Jesień jest u nas mile widziana. Zapraszamy serdecznie. Herbata i kawałek ciasta zawsze się znajdzie :-)
 
Pozdrawiam Was gorąco!!!
 
P.S. Serdecznie dziękuje za wszystkie komentarze, witam ciepło nowych obserwatorów i zapraszam też na Facebooka - tutaj
 
 

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 1 października 2014

Ktoś musi to ogarnąć

Pierwszy miesiąc szkoły za nami.
Rozkręciliśmy się już na dobre,  pierwsze sprawdziany, zawody, wyjścia do muzeum i inne atrakcje za nami.
Wszystko ładnie pięknie ale kto to ogarnia?
No jak to kto?  Mama oczywiście!
 
Aby ułatwić sobie życie postanowiłam stworzyć rodzinne centrum dowodzenia.
 Teraz wszystko zapisujemy - dzieciaki również. Przed zadaniem pytania najpierw trzeba sprawdzić czy odpowiedzi nie ma właśnie tam.
 
 
 
Przy dwójce dzieci aktywnie trenujących tematów jest wiele - biegi sztafetowe, czwartki lekkoatletyczne, codzienne treningu, basen,  o sprawdzianach, kartkówkach nie mówiąc. No i hit każdej rodziny - 21.30 - Mamo a ja na jutro potrzebuję cekiny, listewki, kolorowy A3 karton.... Uwielbiam to. Czy ja też taka byłam w ich wieku?
Do tego dochodzą ortodonci, dentyści, alergolodzy....
 
Czy Wy też tak macie? Przecież nie mogę tylko ja przez to przechodzić!!
 
Tak więc na początek odbyła się narada podczas której ustaliliśmy rodzinne zasady. Przegłosowane teraz tylko stosować. Agata była protokolantem - no normalnie pełen profesjonalizm. Wyglądali mądrze, mieli fajne argumenty i doszliśmy do kompromisu. Teraz głupie będzie nie stosować.
 
 
 
Następnie ustalamy plan na każdy miesiąc. Dodatkowo,  w trakcie,  każdy zapisuje wszelkie informacje dot. szkoły, sportu, lekarzy, wyjść. Z przyjemnością zaznaczam mój wolny wieczór na wyjście z przyjaciółkami :-)
 
 
 
Potem już plan lekcji. Pomaga bo i tak większość lekcji odrabiają na dole w jadalni. Biurka stoją i czekają samotnie w pokojach.
 
 
 
I jeszcze jedna sprawa - kieszonkowe. Ciągle nie pamiętałam czy dała, akurat tego dnia nie miałam drobnych itd. Teraz jest tablica i co tydzień wpisują numer tygodnia kiedy kieszonkowe zostało wydane. Czysta i jasna sprawa.
 
 
 
Jako ostatnie na naszej tablicy pojawiło się jedzenie. Tak, tak horror pakowania śniadaniówek ciągle trwa. Bo jak tu nakarmić dzieci , które nie jedzą kanapek i wielu innych rzeczy, ostro trenują i muszą uzupełniać kalorie. Dodatkowo potrafią przynieść całą śniadanioówkę z powrotem - bo nie miałem na to ochoty! Wrrrrrrrrrrrr
Teraz na pytanie co chcesz na drugie śniadanie nie ma odpowiedzi - nie wiem. Trzeba wybrać z dostępnych możliwości. No i musi być owoc, warzywo, nabiał i węglowodany.
 
 
 
Nasze centrum dowodzenia jest proste, łatwe do stworzenia no i to co najważniejsze -  DZIAŁA.
Potrzeba kilku kartek, taśma klejąca i ofertówki. U nas jest ukryte w szafce - nie do końca chciałam pokazywać to na widoku.
 
 
A jakie Wy macie patenty na ogarnięcie rodzinnego chaosu?
Wszelkie patenty mile widziane. U nas na razie żadne mobilne aplikacje się nie sprawdzają. Wszystko musi być widoczne czarne na białym a raczej białe na czarnym :-) 


 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota