piątek, 22 sierpnia 2014

Moje pierwsze pomidory


W tym roku zaczęłam moją przygodę z ogrodem. Początki pokazywałam tutaj.
Jako totalny nowicjusz posiałam to co uważałam za potrzebne w takim ogrodzie. Oczywiście popełniłam wiele błędów, z których mam nadzieję wyciągnę wnioski na przyszłość. Wszystko skrupulatnie notuję.
Ograniczenie ogródka do 3 skrzyń powoduje że głodna własnych warzyw nasadziłam chyba zbyt wiele i część roślin się zagłuszyła. No cóż - nauczka.
 
Dumna jestem z moich pierwszych w życiu pomidorów. I nie są to koktajlowe, które namiętnie sadziłam nawet w donicach na balkonie gdy byłam jeszcze mieszczuchem. To są prawdziwe pomidory :-)
Chyba powoli dopada je jakaś choroba wiec wcinam te smakowite cuda póki są.
Hitem ostatnich dni sa jajka w pomidorach, czasem ze szpinakiem, czasem z cukinią - czyli w wersji co mam w lodówce. Polecam
 
 



Drugi mój sukces jako ogrodnika to .... no właśnie co ja tam posiałam ? Wydaje mi się że cukinię i dynię. Dynie są coraz bardziej widoczne. Jeszcze chwila i nie będzie już nic.
 
 
 Świtało mi w głowie że tego typu rośliny potrzebują dużo miejsca. Posiałam więc 2 ziarenka cukinii i 1 dyni.
Gdy wróciłam z urlopu zastałam gąszcz. Nawet nie widać gdzie są skrzynie. Wszystko nadal kwitnie, więc będzie tego więcej!!!!

Już sobie wyobrażam jesienny wystrój domu z własnego ogródka. Mam nadzieję, że tym postem nie zapeszyłam i wszystko dalej będzie ładnie rosło.

 

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 20 sierpnia 2014

Urodzinowo

Mój maleńki synek kończy dziś 12 lat :-)
 
Tak tak 12 choć na zdjęciu 11 :-) To zdjecie z  ubiegłorocznych urodzin dla rodzinki, gdzie królował tort z malinami.
 
Jak co roku najbardziej świętować będziemy  jak zjadą z wakacji wszyscy koledzy. Taki urok urodzin w sierpniu.
 
Dzisiaj pokażę kilka ujęć z jego 11 urodzin - dla kolegów.
 
Nie wiem czy wszyscy chłopcy w jego wieku są maniakami Minecraft-a ale u nas tak jest.
No cóż poszłam po całości i urodziny też były Minecraftowe.
 
Dekorację zrobiłam z obrusów papierowych w zielonym i brązowym kolorze. Do  tego kwadratowe talerzyki papierowe które ułożyłam w znany wszystkim maniakom wzór :-)

 Kruche ciasteczka z lukrem i masą marcepanową - jubilerska robota :-)
 
 Urodzinowe cake-pops-y w kształcie bloczków z zielonym lukrem


Do tego dołożyłam cisto marchewkowe, babeczki czekoladowe i ptasie mleczko

 
 
No i najważniejszy był tort. Tym razem tort czekoladowy z kremem z mascarpone i orzechami i rodzynkami. Moja wariacja - czyli zlepek wielu przepisów.
 

 
Zabawa była przednia. Już główkuję co zorganizować w tym roku :-)
Czy ktoś z Was też mam Minecraftowych maniaków w domu?
 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Celebrowanie chwil

Długi weekend wcale nie był taki długi. Jedno dziecię wracało z obozu, drugie wyjeżdżało.
 Szał!
Tak się wspaniale złożyło,  że syn przyjechał rano a córcia wyjeżdżała na noc. Pojawiła się zatem szansa na wspólny posiłek.  Postanowiłam nadać mu odświętną oprawę.
 
Akurat zbierałyśmy z córą kwiaty, zioła i wszelkie dobra natury na bukiet do kościoła. Uzbierałyśmy trochę więcej i tak oto przyozdobiłyśmy nasz stół.
 
 
Pokazywałam już nasze wspaniałe miejsce ratujące życie w upały tu.
 
 
Teraz przeciągnęlam tam nasze stare meble tarasowe i powstał piękny zakątem obiadowy, kawowy, przekąskowy.
 
 
Meble mamy wysłużone, kupione już używane na targu różności. Jednak za każdym razem gdy na nie patrzę stwierdzam że nie potrzeba nam nic więcej.
 
Miałam nawet napad, żeby je odmalować ale na razie czasu brak.
Pan Mąż porządnie wyczyścił ostatnio blat stołu i tak jest przepięknie.
 





Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota




 

piątek, 15 sierpnia 2014

6 metod podawania arbuza

Arbuz... owoc. którym mogłabym się żywić. Najbardziej lubię go po prostu wyjadać łyżeczką i mogę zjeść na prawdę duże ilości. Takie wyjadanie jest jednak mało eleganckie, o higienie nie wspominając.
 
 
Przez lata wypróbowałam kilka sposobów podawania arbuza. Część z nich jest przydatna szczególnie przy imprezach dziecięcych.
Stosujemy metodę wykrajania kulek, wycinania foremkami do ciastek jednak najbardziej sprawdzają się zwykłe trójkąty.
 
 
My zmodyfikowaliśmy ją troszkę wbijając w arbuza patyczek do lodów. Szczególnie w małych rączkach się to sprawdza bardzo dobrze. Smakołyk nie wyślizguje się niespodziewanie. A i nie każdy jadł już takiego arbuzowego loda.
 
Wersja de luce to trójkąt arbuzowy na patyczku i papilotka do mufinek. Tu nawet kapanie na bluzkę nie grozi. Wszystko wchłania papilotka.
 
Jest jeszcze jedna metoda wykorzystywana przez nas przy poczęstunku, gdy wiem że arbuz trochę może poleżeć. Potrzeba do tego połowy arbuza, który przecięciem kładę na talerz. Następnie kroję go w kratkę. W ten sposób powstają słupki, które pojedynczo każdy sobie wyciąga. Arbuz nie obsycha a higiena też zachowana.
 
 
 
 
I oczywiście wersja do picia. My najbardziej lubimy zmiksowanego arbuza z lodem. Bardzo ozeźwiające. W sieci jest wiele wersji mieszania arbuza z innymi owocami dla zainteresowanych.
 
 
Mam nadzieję że lato jeszcze nas trochę porozpieszcza i arbuz będzie w sam raz na upalne dni. Może, którąś naszą metodę wypróbujecie w praktyce.


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota




środa, 13 sierpnia 2014

Zatęskniłam...

Upalny weekend nastroił mnie wspominkowo i zatęskniłam za Italią.
Ale cóż ty począć gdy urlopu do końca roku 0 (słownie zero). Jedyny dłuższy weekend w listopadzie...


 
Żeby nie marudzić trzeba było coś zadziałać.
Pogoda prawie śródziemnomorska, taras wygodny a szum morza w głowie.
 
 
Do tego pyszne, domowej roboty Tiramisu. Pełne gęstego serka mascarpone bez żadnych dodatków z bitej śmietany. No po prostu moje ulubione!!!
 
 
Jedno ostrzeżenie - jak robię je w domu to niczym innym się nie żywię.
Dla chętnych przepis
 
500 g serka mascarpone
2 jajka
6 łyżek cukru pudru
1 cukier waniliowy
 
Kawa mielona
Likier Amaretto
 
Zalać kubek kawy i odstawić do wystygnięcia - dolać 1 1/5 łyżki amaretto
Żółtka zmiksować z cukrami, dodać serek i domiksować. Pianę z białek ubić ze szczyptą soli. Wymieszać masę serową z białkami. Nasączyć biszkopty , wyłożyć masę , przykryć biszkoptami i nasączyć. Na koniec posypać kawą i kakao.
 
Można dodać do masy sparzone rodzynki. Na 3 godziny do lodówki i gotowe.!!!!
 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Cisza w domu...

Rzadki to czas u nas w domu kiedy jest cicho. Zdarza się to właściwie tylko w wakacje, kiedy dzieci są u babci lub na obozach. W tym roku kalendarz tak się ułożył, że tylko jeden weekend jest bez dzieci. Bo jak jedno wraca to drugie przyjeżdża i tak w kółko.
 
 
Korzystając z tego wolnego weekendu postanowiliśmy nie rzucać się w wir zaległych prac tylko pocelebrować wolne chwile.
Pogoda dopisała więc szkoda było siedzieć w domu.
 
 
Pan Mąż bardzo źle znosi upały i najchętniej zamknąłby się w klimatyzowanym pomieszczeniu dlatego musiałam znaleźć rozwiązanie.
 
 
Zależało mi aby spędzić czas wspólnie ciesząc się piękną pogodą i porą roku. Na szczęście jest miejsce w naszym ogrodzie gdzie zawsze jest cień.
 
 
Surmia którą posadziliśmy kilka lat temu pięknie się rozrosła i daje cień i ochłodę nawet w najbardziej upalne dni. Nic tylko piknikować. 
 
 
Przygotowałam trochę smakołyków i nic więcej do szczęścia nam już nie brakowało :-)
 
 
I tak leniwie z książką w ręku spędziliśmy ten jedyny wolny weekend w roku. Och trzeba się czasem przestawić na tryb nic nie robienie (oczywiście w momencie jak już się wszystko zrobi :-) )
 
 
Dzielę się z Wami kilkoma ujęciami z naszego lenistwa. Mam nadzieję, że wszyscy znajdują takie chwile totalnego relaksu.
 
 
 
 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota
 

piątek, 8 sierpnia 2014

Po powrocie zasłużony deser

Wróciliśmy do domubo jak mówi stare porzekadło wszędzie dobrze ale w domu najlepiej
Piękna ta nasza Polska i wiele miejsc mnie urzekło.
Szykuję jeszcze relację z ostatnich 8 dni. Teraz najtrudniejsza sprawa czyli selekcja zdjęć. Ja mam zawsze z tym problem.
Ostatni czas to trochę tułacze życie było.  Ciągle w podróży. Mimo opanowanej logistyki permanentne rozpakowywanie i pakowanie przyznam trochę mnie zmęczyło.

 Często mieliśmy spanie ze śniadaniem, bądź wyżywieniem, a jak nie to korzystaliśmy z lokalnych restauracji. Generalnie było dobrze, bez większych wpadek ale już zatęskniłam za swoją kuchnią i pichceniem.
 
 
 Jak tylko weszłam do domu to wiedziałam że zasłużyłam na deser :-)
W ogrodzie czekały maliny niezrywane przez 3 tygodnie więc szał.
W lodówce niewiele jeszcze było więc padło na Pavlovą.
 
 
Przepisów i wariacji na temat w sieci mnóstwo więc jak zrobiłam smaka to do dzieła.
Ja zawsze robię małe, dla każdego oddzielnie. Wtedy nic się nie marnuje i każdy jeszcze ma dokładkę gdy ma ochotę.
 
 

 
 W tle mój nowy nabytek czyli odważniki porcelanowe. Już chodzi mi po głowie że gdzieś mam wagę. Muszę to odkurzyć i coś zaaranżować.
Pokażę lada dzień, tylko ogarnę teraz logistykę po urlopową ;-)
 

Pozdrawiam serdecznie i serdecznie dziękuję wszystkim którzy trzymali za nas kciuki w czasie wyprawy.



Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota