środa, 9 sierpnia 2017

Letnie wieczory

Uwielbiam letnie wieczory.
Oczywiście takie ciepłe :-)
Mimo, że po urlopie to jest czas na spokój i relaks.
Obowiązków domowych jednak mniej niż poza wakacjami.
Jest czas na celebrowanie chwil.
Cisza, spokój i zapadający zmierzch.
Lampka wina i lekko przegryzka.
Jest czas na rozmowy, snucie planów
i spędzanie czasu razem.
We dwoje :-)
I potrzeba tak niewiele :-)
By spędzić wspólnie czas.
U nas sprawdza się stół w ogrodzie, pod ulubionym drzewem.
Powiesiliśmy tam lampki solarne, które się świetnie sprawdzają.
Zostawiamy je na cały rok i nic się nie dzieje.
W tym roku dowiesiłam jeszcze sznur żarówek!
Czasem dobrze jak w głowie zapala się żarówka 
i pojawia się pytanie co robimy dla siebie, 
Czy  w pędzie nie gubimy tego co najważniejsze :-)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota



piątek, 4 sierpnia 2017

Chwila spokoju

Człowiek czeka cały rok na lato :-)
W zimowe wieczory marzę o tej chwili gdy zalegnę na tarasie.
Słyszę to bzyczenie owadów gdy leżę i nic nie robię.
Czuje ten zapach rozgrzanej słońcem ziemi.
Widzę te promyki słońca, które wędrują po ogrodzie :-)
W tym roku to przez wiele dnie niezbędny był do tego kocyk.
I na szczęście taras jest częściowo zadaszony :-)
Mimo kapryśnej pogody staramy się korzystać z tarasu.
Tegoroczny taras  utrzymany jest w bieli i błękicie.
Sprawdzone hortensje, które po sezonie wysadzam do ogrodu.
Do tego trochę lobelii, pelargonii i petunii.
Sprawdzają się znakomicie.

To idealne miejsce na wypicie kawy, 
czy poczytanie książki po niedzielnym obiedzie.
A może deserek? :-)
Słońce zagląda tu o świcie i przy zachodzie.
W największy upał w południe jest zacieniony i daje chwilę oddechu.
Roxi też korzysta :-)
wyleguje się na tarasie mając na oku cały ogród.
Czasem, pod naszą nieobecność odpoczywają na moich jasnych poduchach 
okoliczne koty a co gorsza wykąpany w Widawie pies sąsiada :-)
No cóż taki urok :-)
Mam nadzieję, ze sierpień będzie gorący 
i czasu na korzystanie z pięknej pogody będzie dużo.
I tego też Wam życzę.
Udanego weekendu!!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

piątek, 28 lipca 2017

Prosto z raju

Wróciłam:-)
z urlopu:-)
prosto z raju :-)
Dominikana pokazała się z pięknej strony.
Nie był to jednak plażing ale całkiem aktywny urlop :-)

Nie było opcji żeby nie biegać w tak pięknych okolicznościach przyrody :-)
Najczęściej to 5 km po plaży o 6:30 rano przy 27 stopniach i 95% wilgotności.
Ale jaka radość.
Niestety Endomondo nie liczy kilometrów podwójnie w tych warunkach :-)
Poza bieganiem było łucznictwo gdzie przez cały urlop toczyła się zawzięta rywalizacja!
Tenis, rowery, siłownia
i nurkowanie.
Po raz pierwszy nurkowałam z synem, który złapał bakcyla 
i teraz certyfikaty chce robić:-)
I po co mi to było?:-)
W hotelu był też aquapark więc codzienna dawka zjazdów była obowiązkowa :-)

Cieszyliśmy się tym wspólnym czasem i piękną przyrodą.

Do tego spacery i spacery :-)
Przy takich warunkach niezmierne ważne jest nawadnianie.
Hitem było zamówienie Cuba Libre bez rumu :-)
Nasza młodzież chce już być dorosła :-)
Plaże cudowne, szerokie, jasny piaseczek, błękitne morze.

Panowie nie mogli sobie odmówić wędkowania.
z marnymi sukcesami niestety :-)
więcej okazów można obejrzeć nurkując. 
Pogoda dopisała i mogę polecić ten termin z czystym sumieniem.
Nawiedziła nas jedna burza. Widowiskowa, intensywna i krótka.
Temperatura spadła do 25 stopni ;-) Dramat!
Chwilę po nie było śladu :-)
Zdjęcia pełne kolorów, bez filtrów i photoshopa :-)

Będę sobie oglądać w listopadowe, ponure dni :-)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 28 czerwca 2017

Nocny półmaraton Wrocław czyli jak głowa jest ważna w bieganiu

Zapraszam Was na słów kilka o moim ostatnim 
Nocnym Półmaratonie Wrocław :-)
Ten bieg uświadomił mi jak ważna w bieganiu jest głowa 
Ale po kolei :-)

Miałam apetyt na złamanie dwóch godzin podczas tego biegu.
Ostatni czas był bardzo intensywny - Co za pęd
i z trudem udawało mi się wygospodarować czas na treningi
Biegałam rano, w nocy, w delegacji,
 w Łodzi, Poznaniu,
 Warszawie 
a nawet w Wiedniu.
No jak sie kobita uprze to nie ma rady :-)

 I  nadszedł ten dzień.
Pakiet odebrałam wcześniej aby w kolejkach nie stać.
Organizm nawadniałam, makaron wcinałam
i cały dzień się snułam.
Bo start dopiero o 22.00 
Trzy razy zmieniałam koncepcje w co się ubiorę bo padało,
rano zimno, wieczorem coraz duszniej.....
Ostatecznie pogoda dobra na życiówki bo jakieś 18-20 stopni lekka mżawka 
no i ciemno wiec słońce nie dobije
Dotarłam na stadion - wszystko szło dobrze.
Depozyt oddany,
znajomi odnalezieni 
obowiązkowa fota jest 
czas na rozgrzewkę :-)
Ustawiłyśmy się w naszej strefie 1:50 do 2:0
Emocje rosną
ja ukradkiem ziewam bo pora trochę nieludzka :-)))))
Odliczanie, wystrzał dla elity
i puszczanie stref czasowych.
I tu kompletny chaos!!!!!!
Puścili dwie pierwsze strefy a potem zamiast nas to grupę na 2:10
a potem na 2:20
Ludzie zaczęli się wnerwiać,
przeciskać i pchać.
Mi dosłownie ręce opadły.
No ale co tam ruszyłam.
Pierwsze kilometry to masakra.
Tłok ścisk i wąsko.
Do tego biegacze z tempem na 2:20
nie było jak mijać ani jak przyspieszyć.
Właściwie się poddałam, byłam zła na cały świat.
Ale potem pojawiła się myśl
przecież robię to dla siebie, dla radochy i przyjemności
po prostu biegnij!!!!!!
I biegłam walcząc w głowie,
szukając motywacji by przyspieszyć,
minąć kolejną osobę,
nie kalkulować za dużo.
W głowie milion myśli,
że tyle treningów, godzin i ćwiczeń a wszystko przepadło
i to bez sensu i w ogóle
ale.....
nogi niosły.
Po 15 km poczułam, że siły są i może warto 
przyspieszyć, zawalczyć, spróbować.
Na 20 kilometrze wiedziałam że niewiele brakuje.
Cisnęłam tempo ale w głowie się nie nakręcałam.
Co ma być to będzie :-)
I w końcu Stadion Olimpijski Wrocław,
wbiegam na tor, widzę metę 
Biegnę i jest - zrobione. 
Na zegarze 2:15
pytanie czy się udało.
Marzenie życiówka poniżej 2:00 

Medal od górala spod samiuśkich Tatr :-)
Jak zawsze radość i .... niepewność

Banan, woda, walka w depozycie :-)
i jest sms
Życiówka zrobiona a do 2:00 zabrakło mi 1 minuty czyli jakieś 200m
Przy zrobionych 21 km to tak mało:)

Jednak najważniejsze, że zawalczyłam i mimo początkowych trudności 
i nerwa w głowie po prostu biegłam.

Brawa dla wszystkich biegaczy i całusy dla kibiców.
Wrocław pięknie oświetlony, z muzyką filmową w tle.
Super!

Dla organizatorów kilka kwestii do przemyślenia
jak chociażby puszczanie stref, organizacja depozytu
i brawa za kładkę i strefę dla biegacza.

Teraz czas pakować walizkę na wakacje a w niej buty biegowe.
Następny start też Wrocław- tym razem maraton i oby padało :-)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 23 czerwca 2017

Co za pęd... ale ja to lubię

Kochani przepadłam na chwilę 
ale ostatnie 1,5 miesiąca to było istne szaleństwo.
Jak policzyłam to w domu spałam 6 nocy.
Pozostały czas to delegacje i wyjazdy.
A naprawdę się działo :-)
Zaczęło się od weekendu majowego
i Maratonu w Krakowie - relacja

Potem było jeszcze bardziej odjazdowo bo mój pierwszy Runmageddon Classic - relacja

Co by odetchnąć od biegania to spędziłam cudowny weekend z przyjaciółką 
i obejrzałyśmy Jezioro Łabędzie w Teatrze Narodowym.



Świętowaliśmy też dzień mamy :-) 
Było słodko i sielsko - relacja

Potem słoneczny weekend w Poznaniu na Blog Conference Poznań - relacja


W tak zwanym międzyczasie pracowity weekend też sie zdażył.
Pokażę więcej jak już będzie można :-)

Do Warszawy kursowałam często bo zawodowo jeszcze miałam dwie konferencje :-)
W tym jedna organizowałam
więc pracy było multum

Ubrałam najwyższe szpilki :-)))))))

W szale pracy i służbowych obowiązków wyrwałam się na weekend z mężem
na Orange Warsaw Festiwal

nie zapominając o bieganiu :-)
wzdłuż muru na Służewcu :-)

Potem udało się połączyć wyjazd służbowy z weekendem z córką w Wiedniu:-)
Było cudnie, pogoda i humory dopisywały.

Wróciłyśmy prosto na coroczne kajaki :-)
Pilica wspaniale nas przyjęła.


Dzień po zrobieniu 23 kilometrów na kajakach 
stanęłam na starcie Nocnego Półmaratonu Wrocław
Relacja wkrótce.

A no koniec deser
czyli cudowny koncert Coldplay w Warszawie.

Jeśli widzieliście na parkingu przy autostradzie
śpiącą w aucie w środku dnia kobietę to byłam ja:-)
Bezpieczeństwo najważniejsze i żadna kawa już mnie nie mogła uratować.

I od razu zdementuję wszelkie plotki - nie jestem cyborgiem
tylko matką dwójki dzieci na pełnym etacie :-)
Pies, dzieci i mąż :-) wciąż mnie poznają :-)

Dzisiaj już moi gimnazjaliści odbierają świadectwa
i szykujemy się na zasłużone wakacje.
Pewno będę na Instagramie obecna - zapraszam na Instagram
gdzie to moje szalone życie można obserwować na bieżąco.

Udanych wakacji wszystkim życzę :-)
Odpoczywajcie, cieszcie się towarzystwem, miejscem i chwilą.


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota