środa, 12 listopada 2014

Święto i wolność

Już za nami Święto Niepodległości.
Mnie kojarzy się z wolnością.
A skoro wolność to wolne.
Tym razem bez dzieci.
Tylko ja i Pan Mąż.
Gdzie tu szybko zniknąć, odpocząć i wrócić?
Dla nas idealnym miejscem okazała się Praga.
 
 Niespodziewanie wiele symboli wolności na naszej drodze napotkaliśmy :-)


Były też symbole wolności religijnej



i wolności sztuki




 
Była też pełna wolność kulinarna.
No bo jak tu nie jeść takich pyszności kuchni czeskiej
 
 
 

 Był też pełen wybór i totalna dowolność w pamiątkach.
I nawet udało się znaleźć coś czeskiego a nie Made in China :-)
 
 
 


 
No i była piękna czeska Praga

 Piękne 3 dni wolności.
 Nic nie musiałam, nigdzie się nie spieszyłam,
mimo piękna zegarów:-)
 
 
 
 
 
Najwięcej zdjęć zrobiłam nocą.
Tak mnie jakoś ta Praga melancholijnie nastroiła

 





Święta też u nich powoli wkradają się do wnętrz i wystroju
 


 Polecam Pragę na weekend.
Mili ludzie, przystępne ceny i nawet udało się usłyszeć polski język :-)
w szumie polskiego oczywiście
 
Pozdrawiam
a teraz do pracy....
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota







poniedziałek, 10 listopada 2014

Wieniec jesienny

Po  Haloween posprzątałam,
dynie już się przejadły i kulinarnie i wnętrzarsko.
I tak się jakoś  pusto zrobiło.
Szczególnie  przy wejściu do domu.
Coś trzeba zmajstrować i wymyślić bo tak nie może być :-)
 

Pozbierałam wszystkie cuda
z przepastnych zakamarków i zaczęło się klejenie.
Ostatnio na blogu W cieniu starej jabłoni toczyła się
dyskusja o wykorzystaniu suszonych kwiatów.
Ja suszę dużo i obwieszam nimi głównie kuchnię.
Zasuszone piękności przydają się też bardzo przy wiankach.
 


Tym razem wykorzystałam hortensje, które pięknie się suszą
i są super dopełnieniem wianków.
 


Na wianku zmieściły się również małe dynie, jabłuszko, szyszki, gruszki,
nawet kolbę kukurydzy miałam :-)






 
Jesień u nas jeszcze jest:-)
Nim wpadniemy w szał świąteczny
pocieszmy się jeszcze kolorami jesieni.


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota




piątek, 7 listopada 2014

Gruszki zagospodarowane

Po ostatniej wizycie gości gdy na gorąco
aranżowałam stół zostały mi gruszki tutaj
 Nie mogłam pozwolić aby się zmarnowały.


 Upiekłam ulubione ciasto jesienne z gruszkami i imbirem.
Najlepiej sakuje prosto z piekarnika, jeszcze ciepłe z lodami waniliowymi.
 
 
Przepis prosty i szybki.
 
 
Składniki:
175 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
200 g miękkiego masła
175 g drobnego cukru
1 łyżka świeżo startego obranego imbiru
3 jajka roztrzepane
400 g gruszek (3 sztuki) bez gniazd nasiennych, pokrojonych w cienkie plasterki
1 łyżka brązowego cukru
Przygotowanie:
Formę na ciasto z odpinaną obręczą o średnicy 22 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Mąkę przesiać do miski, dodać proszek do pieczenia i sodę, 175 g masła w kawałkach, cukier, imbir oraz jajka. Ubić mikserem na jednolite ciasto (przestać miksować jak tylko wszystkie składniki się połączą). Ciasto przełożyć do formy i wyrównać powierzchnię. Ułożyć plasterki gruszek, tak aby zachodziły na siebie. Posypać brązowym cukrem i wiórkami pozostałego masła. Piec na złoty kolor przez 35 - 40 minut. Podawać ciepłe z lodami lub bitą śmietaną.


Ja wybrałam wersje z lodami,
które mi się prędziutko roztopiły co widać na zdjęciach :-)
 
Z takim deserkiem to może nawet lać za oknem przez cały weekend.
Czego nikomu nie życzę.
 
Smacznego życzę !

 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 5 listopada 2014

Gotowanie w bałaganie

 
Tego zdecydowanie nie lubię - gotowania w bałaganie.
Pan Mąż zawsze się śmieje,
że zaczynam i kończę sprzątaniem.
Tak już mam. 
 
 Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem uporządkowania przypraw.
Chciałam aby były pod ręką w czasie gotowania i jednocześnie schowane. 
Nie mam szafek w okolicach płyty grzewczej - widać tutaj
więc pozostały tylko szuflady
 
Można oczywiście zakupić jakieś gotowe pudełka, pojemniczki czy inne cuda.
U mnie wygrały małe słoiczki po koncentracie pomidorowym.
A że pomidorową dzieciaki lubią to trochę się uzbierało.
 
 
Do tego wyszukałam w sieci gotowe już naklejki z nazwami przypraw.
Na szczęście większość to takie których używam.
Chwila klejenia i przesypywania i gotowe :-)
 


Do większych słoiczków wsypałam kulki ceramiczne, liście laurowe i majeranek. Te z czarnym wieczkiem to proszek do pieczenia i soda.
No to teraz mam wszystko pod ręką :-)
 

Jak już zaczęłam sprzątanie to ogarnęłam też nasze herbaty.
I tu z pomocą przyszły pojemniczki po słodkościach.
Wpasowały się idealnie a i wszystko widać od razu.
 

No i tak oto szuflada uporządkowana.
Wszystko na swoim miejscu - nic tylko pichcić :-)
 
 
 Jesteście zwolenniczkami przypraw w torebkach,
przesypujecie do kupnych pojemniczków
czy też wolicie takie rozwiązania z odzysku?

Pozdrawiam wszystkich gorąco i lecę gotować i przyprawiać do smaku.


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

poniedziałek, 3 listopada 2014

Przetrwać listopad


To zdecydowanie nie jest mój ulubiony miesiąc.
Zaczyna się smutkiem i tęsknotą za tymi co odeszli.
U mnie było szczególnie w tym roku,
bo 2 listopada mija  rocznica śmierci mojego taty.
Pierwsza ...

 
 
Do tego miesiąc jest zimny, ciemny i deszczowy.
Ale trzeba znaleźć sposób i na to :-)
 

 
Ratunkiem mogą być zielone kaloszki.
Stoją sobie u nas w wiatrołapie.
Jak tu się nie uśmiechnąć patrząc na nie.

 
Wracając ze spaceru z psem
 na bieżąco dokładamy piękne, kolorowe, jesienne liście.
 
Córcia zmalowała kalosza wędrującego po jesiennych liściach .
 

 Do tego patrząc codziennie na ten deszcz spadający na parasol
cieszymy się właściwie że tak nie leje. 
A to już jest jakiś pozytyw o poranku.
 

 




 Do tego podusia brzozowa,
kilka brzozowych patyczków
i jakoś ten listopad przetrwamy.
 
Oby piękna jesień trwała jak najdłużej.




Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota