piątek, 13 września 2019

Jesienna zakręcona tarta

Dziś zapraszam na jesienną zakręconą tartę.
Proste, efektowne i co najważniejsze smaczne!
Ciasto można zrobić samodzielnie 
lub kupić gotowe ciasto kruche.


 Jesienna zakręcona tarta

Ciasto
1 opakowanie kruchego ciasta
lub
250 g mąki pszennej
125 g schłodzonego masła
1 żółtko
1 łyżeczka soli
50 ml wody
w obu przypadkach dodatkowo masło do wysmarowania formy
Nadzienie
1 cukinia
1 średni bakłażan
2 średnie marchwie
1/2 czerwonej cebuli
2 łyżki oleju
sól i pieprz do smaku
150 ml śmietanki 30-35%
2 jaja
125 g sera mozzarella (1 kulka)

Przygotowanie

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190ºC (bez termoobiegu). Formę na tartę 28 cm smarujemy masłem.
Wsypujemy do miksera lub miski wszystkie składniki na ciasto. Miksujemy składniki za pomocą mieszadeł świderków przez około 2-3 minuty do połączenia się składników. Tworzymy kulę, zawijamy w folię i chłodzimy 1 godzinę w lodówce.

Ciasto rozwałkowujemy na grubość około 5 mm, podsypując mąką.
Wykładamy ciastem dno i boki formy, a następnie nakłuwamy je widelcem.
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez około 15 minut, aż ciasto się zarumieni. Odstawiamy je do wystudzenia.

Bakłażana, cukinię i marchew obieramy i kroimy wzdłuż na cienkie plastry. Najlepiej pokroić je obieraczką do warzyw, wówczas plastry są jednakowej grubości. Jeżeli są za szerokie, dodatkowo kroimy je na pół wzdłuż.  Bakłażana posypujemy solą, aby nie ściemniał. Cebulę kroimy w piórka.
W miseczce mieszamy śmietankę z jajkami, a następnie dodajemy starty ser mozzarella i tak przygotowaną masę wylewamy na podpieczone, wystudzone ciasto.
Na masę wykładamy cebulę, później pozostałe warzywa układamy na obwodzie tarty, od zewnątrz, a pionowo: dookoła pasek cukinii, dookoła pasek marchwi, dookoła pasek bakłażana.
Powtarzamy czynność do wypełnienia całej powierzchni tarty do środka.
Wstawiamy całość do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 40–45 minut do zarumienienia warzyw.

Tarta jest smaczna na gorąco ale sprawdzi się też w wersji na zimno.
Mimo że nie ma mięsa mąż zjadł :-)

Pozdrawiam serdecznie już trochę jesiennie



Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota























piątek, 6 września 2019

Kiedyś to było ... urodzinowo

Kiedyś to było... :-)
tak mówi z refleksją mój 17 letni syn.
A mi te słowa cisną się na usta gdy planuję jego kolejne urodziny.
Bo świętować lubimy ale kiedyś...
Matka mogła się zrealizować :-)
Poprzednie urodziny można pooglądać Urodziny
Matka mogła się wyszaleć 
bo jak nie Minecraft, to Michael Jakson
albo nikomu nieznana Gudetama.
Było też laserowo, były kręgle no i oczywiście jednorożec :-)
Im dalej tym poważniej bo były złote urodziny
ale trafiła się też czterdziestka 
W tym roku ni to dorosły ni to dziecko czyli siedemnastolatek:-)
Szaleć za bardzo nie mogłam.
Jubilat imprezuje już sam mnie został rodzinny obiad do przygotowania.
Wyszło nie dziecinnie, trochę jesiennie dla mnie w sam raz!
Goście dopisali, dań nie przesoliłam, humory dopisywały.
Aż byłam zdziwiona, że to tak łatwo i szybko poszło
 bez planowania z wyprzedzeniem.
 Obmyślania motywu przewodniego itd.

Na stole nie mogło oczywiście zabraknąć tortu. 
Nie mógł być dziecinny ani zbyt poważny.
Lubię piec torty i były już różnorakie wersje.
Były też rocznice ślubu ( 15 rocznica, 16 rocznica),  dnie matki (2015, 2016, 2019).
Piekłam też sobie sama na własne urodziny :-), były wielkanocne  i nawet takie bez okazji.
Tym razem miało być prosto i elegancko.
I tu można było poczuć powiew lata.
Upiekłam ulubiony Mateusza, który był w wersji jesiennej 
Pierwszy raz robiłam torta ozdabianego metodą drip tak zwany drip cake.
Poszło sprawnie:-)
I to pewno nie ostatni raz.
W całości tort prezentował się całkiem dobrze :-)
No dobra trochę Was zarzuciłam zdjęciami.
Za rok będzie się działo :-)
18 lat syna i 20 rocznica ślubu w ten sam dzień!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

piątek, 30 sierpnia 2019

I znowu szkoła...

I znowu ta szkoła :-)
I to nie tekst moich licealistów
a mój.
Nie miała kobita czasu to się na kolejne studia zapisała !
A jak nauka to i kąt musi być.
No więc odświeżyłam mój mały skrawek.
Wersja z poprzednich studiów :-) prezentowała się tutaj
W spadku po dziadku koleżanki dostałam maszynę do szycia uppss poprawka do pisania.
Ach te nocne pisanie postów :-)
Znalazło się dla niej miejsce na moim biurku.
Jakoś tak nostalgicznie mnie nastraja :-) 
Mówią, że będzie się kurzyć...
U nas to chyba jedyne przygotowania do szkoły.
Nie ma już szału zakupów i przebierania w piórnikach, notesikach ....
Za to powoli planuję już powrót do codziennego kieratu.
I mimo mnóstwa aplikacji ja wolę kartkę i długopis.
No i czekam na kalendarz na 2020 od Madama,
którym jestem wierna od kilku lat :-)
Czy tylko ja zamawiam kalendarz na następny rok w sierpniu?
Mnóstwo terminów już poplanowanych,
plany startów, urlopów coraz bardziej skrystalizowane.
A kiedy Wy myślicie o kalendarzu na następny rok?

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 23 sierpnia 2019

Letnie klimaty

Wakacje wakacje i po lecie :-)
No jeszcze liczę na ciepły wrzesień!
Posiadanie tarasu i ogrodu bywa ryzykowne. 
Ryzyko polega na tym, że się przy tym wszystkim narobisz 
ale nie starczy już czasu pocieszyć się relaksem :-)

Ogród oczywiście przez cały czas się zmienia.
Bardzo lubię wersję wiosenną,
tylko surmia nie nadąża.

Ale potem się rozkręca i daje piękny cień latem.
Widać ją z tarasu jak rozrasta sie i rozrasta.
Znaleźć chwilę na kawę i lekturę w codziennym pędzie nie jest łatwo
 ale po co taras czy ogród jak nie ma czasu korzystać. 
Tego roczną odsłonę tarasu pokazywałam też tutaj
Wieczorami taras też się sprawdza.
Szczególnie, że  w tym roku komarów brak.
Nastrój jest, winko jest, mąż się schował.
Dobrze że Roxi to moja rasowa modelka :-)

Zawsze też marzyłam o hamaku i taki sobie sprawiłam.
Wersja luksusowa była pokazywana już rok temu tutaj
Wersja letnia i wiosenna pod czereśnią. 

W tym roku wyrwałam trochę chwil na ogrodzie i tarasie.
Mam nadzieję cieszyć się nim do końca jesieni. 
Pozdrawiam Was serdecznie.
Dziękuję za wszelkie odwiedziny i komentarze.
Mało mnie ostatnio w sieci bo więcej czasu i energii poświęcam na życie w realu :-)
Codzienne migawki możecie oglądać na Instagram

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota





piątek, 9 sierpnia 2019

Cudny weekend na DFBG

Witajcie!
Czas na kilka słów i małą relację z Dolnośląskiego Festiwalu Biegowego w Lądku Zdrój.
Czekałam z postem wciąż przeglądając zdjęcia z biegu.
A było ich mnóstwo, piękne i cudowne ale ... mnie na nich brak:-)
Oby po Rzeźniczku i Lądku nie stało się to tradycją :-)
Na szczęście kilka fot wykonałam i teraz czas na relację!
Powyżej zdjęcie przed biegiem i po :-)
Kto widzi różnicę?

Ruszyłyśmy z Anią do Lądka już w piątek.
Podobnie jak rok wcześniej zdjęcie zrobione.
Po zakwaterowaniu w sanatorium :-)
całą ekipą ruszyliśmy po pakiety.
Ponownie świetna organizacja, miła atmosfera.
Super pomysł z food truckami pod biurem zawodów.
Nim się zorganizowaliśmy zapadł mrok,
restauracje pozamykane a tu człowiek głodny.
Z ratunkiem przyszły dalej czynne food trucki z pyszną zupą gulaszową.
Już mieliśmy udać się na spoczynek gdy pojawiła się wiadomość,
że niedługo na mecie będzie pierwszy zawodnik w biegu na 240 km.
Musiałam to sprawdzić i zobaczyć jak wygląda taki kosmita.
No bo to przecież nie może być człowiek!!! 
I rzeczywiście „Góral z Mazur” przebiegł dystans 240 km /+7500 
w czasie 27 godzin 51 minut i 47 sekund 
bijąc tym samym poprzedni rekord trasy o 2,5 godziny. 
WOW!!! 
W sobotę rano ekipa Złotek :-) 
gotowa do startu na dystansie półmaratonu!
Ania nie czuła się najlepiej i na mecie pojawił się tekst - ale czy ja muszę?
No mina mówi wszystko za siebie:-)
Ale ja ją znam i wiem że Ona się po prostu wolno rozkręca.
Ruszyliśmy o czasie.
Moje cele na ten bieg - zdrowo i cało osiągnąć metę!
To zawsze nadrzędna sprawa.
Ponadto miałam smaka na pobicie zeszłorocznego czasu.
W głowie miałam ubiegłoroczną trasę czyli 6 km non stop pod górę!
Dobrze mi się szło/biegło.
Zaczęliśmy zbiegać szybciej niż się spodziewałam
Czas był dobry.
Punkt kontrolny blisko
Ale gdzie jest Ania????????
Zaczęłam się bić z myślami co robić.
Obiecałyśmy sobie że biegniemy razem.
Nawet jeśli jedna ma zwolnić.
Postanowiłam poczekać na punkcie kontrolnym.
I tu uwaga - jedyne zdjęcie z biegu - oczywiście jak jem.
Uzupełniłam wodę, wypiłam colę i zjadłam kilka orzeszków. 
Część znajomych która biegła za mną 
pojawiła się już na punkcie i ruszali w dalszą trasę.
Czas jeszcze dawał szansę na pobicie ubiegłorocznego wyniku.
I nagle jest!!!!
Na punkt wbiega Ania.
Dałam jej szanse coś zjeść i wypić i już razem ruszyłyśmy w drogę.
Widzicie tą moją radość?
Żadnych więcej rozterek tylko wspólny bieg.
Ostatni odcinek poszedł nam dobrze.
Jeszcze były siły w zapasie.
Ostatni szczyt a potem już tylko z górki :-)
Prosto do Lądka Zdrój!!! 
Tak jak chciałyśmy osiągnęłyśmy metę razem, trzymając się za ręce.
Zawsze mnie ten moment bardzo wzrusza:-)
Poprawiłyśmy ubiegłoroczny czas o ponad 18 minut!!!
Była siła na złamanie 3 godzin i za rok zaatakujemy!!
Do zobaczenia

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota