piątek, 22 czerwca 2018

Nadeszło lato!!!

Nim nadejdzie lato 
to taras musi być gotowy :-)
Bo kiedy jak nie teraz cieszyć się słońcem?
To ten czas kiedy kwiaty już się rozrastają
a trawa jeszcze zielona.
Roxi chyba się starzeje bo coraz mniej biega po ogrodzie
 a coraz więcej czasu wyleguje się na sofie :-)
W tym roku na tarasie akcenty niebieskie.
Kolor pojawia się w postaci lobelii jak i w dodatkach.
Jako największy zmarzluch w okolicy nawet latem muszę mieć kocyk ;-) 
Dzwonki leniwie dzwonią, wiatr szumi a ptaki śpiewają.
W tym roku mamy kosa, który codziennie około 17.00 rozpoczyna koncert.
Jest też gdzie wypić kawę z ciachem :-)
i dojadać czereśnie, które w tym roku bardzo nam obrodziły.
Jak na razie ten rok bardzo łaskawy pogodowo
i jest czas na korzystanie z ogrodu.
Dużo jeszcze pracy przed nami,
lista nasadzeń wciąż długa 
ale bliżej niż dalej:-) 
Po raz pierwszy surfinie cytrynowe zagościły u nas
i jak na razie spisują się znakomicie. 
To kto wpada na kawkę i pogaduchy? 

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota





piątek, 8 czerwca 2018

Zielona szakszuka

Dzisiaj w ramach serii śniadaniowej :-)
polecam szakszukę.
Ale nie tradycyjną na pomidorach tylko w wersji zielonej .

Zielona szkaszuka
Składniki:
- 100 g zielonego groszku (może być mrożony)
- 100 g szparagów lub fasolki szparagowej
- 200 g listków szpinaku
- 1 duży por
- 3 jajka
- 2 ząbki czosnku
- koperek lub natka pietruszki
- oliwa i masło o smażenia
Wykonanie:
Obgotuj groszek i szparagi w osolonej wodzie przez max 1 minutę. Na patelnię wlej oliwę z odrobina masła  i podsmaż czosnek pokrojony w plasterki, dorzuć szpinak i przesmaż. Dodaj pora pokrojonego w talarki i podsmaż aż będzie miękki. Dodaj groszek ze szparagami (lub fasolką) i smaż razem 3-4 minuty. Przypraw do smaku i wyrównaj powierzchnię. Następnie łyżką zrób 3 zagłębienia i wbij w nie jajka. Posól, popieprz i przykryj. Smaż na małym ogniu aż jajka się zetną. 
Przed podaniem posyp koperkiem.
Smacznego!
Wiosenno letnie sycące śniadanie gotowe.
W wersji poza szparagowej można wrzucić fasolkę szparagową ( mrożona też jest ok).
Ja dorzucam też bazylię, czy szczypiorek.
Im więcej zieleniny tym lepiej ;-)
Jak dla mnie idealne danie na spokojne śniadanie na ogrodzie:-)
Kto się dołączy?

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota



piątek, 1 czerwca 2018

Ogrodowe DIY

Przez zimę planuję co roku czego to ja na ogrodzie nie zrobię :-)
Często życie to weryfikuje
a czasem szkodniki .
Ale by pięknie kwitło to prace trzeba zacząć już wcześniej.
Korzystałam już z wielu patentów na sianie na parapecie 
ale najbardziej sprawdza się opcja DIY.
Co roku sadzę kwiaty, które nadają się do cięcia i wazonu.
Bo to najbardziej lubię,
wnosić ogród na salony.
W tym roku postawiłam na jaskry i anemony.
Przez zimę zbieram rolki po papierze toaletowym
i robię z nich ( jak na zdjęciu) mini doniczki.
Ten patent jest szczególnie przydatny przy przesadzaniu w docelowe miejsce.
Nawet gdy roślinki są bardzo delikatne,
to po prostu wsadzam razem z rolką,
która później się degraduje w ziemi.

Rolki układam w plastikowym pojemniku, wypełniam ziemią i sieję.

Potem wystawiam na parapet i patrzę jak rośnie:-)
W tym roku udały się anemony ( jak na razie)
A jaskry zjadła nornica ;-(
Nie wiem jak się ona ma bo na opakowaniu napisane jest 
aby myć ręce po dotknięciu nasion bo trujące.
No cóż jaskrów w bukietach nie będzie.

By zebrać owoce z własnego ogrodu,
warto pamiętać o nieocenionej pracy pszczół.
Od kilku lat przygotowuję domki dla pszczół murarek. 
Pierwszy domek pokazywałam 2 lata temu tutaj
W tym roku powstał kolejny.


Potrzebujemy skrzynkę po winie, lub inny drewniany pojemnik, 
trzcinki przycięte do rozmiaru ( ja kupiłam na allegro),
można też wykorzystać szyszki

Układamy trzcinki ciasno w pojemniku.
Dopychamy na ścisk szyszkami i gotowe.
Moja skrzynka miała oryginalnie zawieszkę
więc szybko poszło.
Taki domek zawisł w sąsiedztwie skrzyń warzywno-kwiatowyh.
Mam nadzieję, że pszczółką to lokum przypadnie do gustu.

Pozdrawiam weekendowo i do zobaczenia


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota






piątek, 25 maja 2018

Dzień mamy

Bardzo lubię Dzień Mamy :-)
Szczególnie, że jest przed Dniem Dziecka,
co już moi gimnazjaliści zauważyli.
I że niby tacy dorośli to nagle, magicznie
im bliżej 1 czerwca tym bardziej dziećmi są.
To święto zawsze nastraja mnie wiosennie i romantycznie.
Jest jedynie pretekstem do wspólnego spędzenia czasu. 
A że o tej porze roku jesteśmy stęsknieni za ogrodem i owocami
to najczęściej kończy sie słodko i na dworze.
Tak też i było tym razem
Na stole królowała słodka tarta. 
Waniliowa tarta
Składniki:
ciasto na formę ok. 30 cm:
250 g mąki pszennej,
100 g masła,
1 duże jajo,
2 łyżki kakao,
1 łyżka cukru,
opcjonalnie 2 łyżki wody,
szczypta soli,
masa:
400 ml słodkiej śmietanki 30%,
200 g białej czekolady,
10 g żelatyny (3 płaskie łyżki),
2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią,
Wykonanie
Wszystkie składniki na kruche ciasto zagniatamy do uzyskania jednolitej masy. Ciasto przenosimy do formy, dokładnie wylepiamy dno i ścianki  nakłuwamy widelcem i wstawiamy do lodówki na ok. 1 godz.Piekarnik nastawiamy na 200°C. Schłodzone ciasto pieczemy ok. 20 min.
Ciasto wyjmujemy i pozostawiamy do przestygnięcia.
Masa:
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Żelatynę rozpuszczamy w 50 ml wrzącej wody.
Śmietankę podgrzewamy w rondelku, dodajemy cukier z prawdziwą wanilią, żelatynę i mieszamy. 
Następnie dodajemy czekoladę, całość podgrzewamy, ciągle mieszając, do całkowitego rozpuszczenia wszystkich składników, nie zagotowujemy. Całość pozostawiamy do przestygnięcia, od czasu do czasu mieszamy. 
Kiedy masa będzie delikatnie zastygać, ale jej konsystencja będzie jeszcze płynna, należy przelać ją na przestudzone ciasto. 
Ozdabiamy owocami, lub np czekoladą.

Na stole królowały akcenty niebieskiego
wraz z niezapominajkami.
Kwiatki pojawiły sie nawet na samym cieście.
 Ciasto jest słodkie i owoce fajnie balansują smak.
Odrobina mięty też nie zaszkodzi. 
A jak Wy świętujecie Dzień Mamy ?
Tak żeby był niezapomniany?
 
Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

środa, 16 maja 2018

Zakręcone ciasto z rabarbarem

Ciasto z rabarbarem to znak, że wiosna przyszła.
Gdy człowiek czeka na pierwsze ciasta z owocami 
i nie może się doczekać
na ratunek przychodzi rabarbar.
Dzisiaj zakręcone ciasto rabarbarowe:-)
Pierwszy raz zobaczyłam u Doroty 
i wiedziałam, że kiedyś  muszę je popełnić.

Zakręcone ciasto z rabarbarem 
Składniki:
- 5 łodyg rabarbaru
- 5 łyżeczek cukru
- masło do wysmarowania formy
na ciasto
- 5 jajek
- 5 łyżek cukru
- 5 łyżek czubatych mąki pszennej tortowej
-1 łyżka mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 5 łyżek oleju
Wykonanie
Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Blachę 25 cm wysmarować masłem.  Rabarbar oczyścić , umyć , osuszyć i pokroić wzdłuż . W wysmarowanej masłem formie poukładać rabarbar. Najlepiej zacząć od ścian tortownicy. Im ciaśniej uda się to zrobić tym mniej ciasta się przedostanie na wierzch/spód.
Ułożony rabarbar posypać cukrem.
Mąki pomieszać z proszkiem do pieczenia i przesiać. Odstawić
Białka oddzielić od żółtek nasepnie białka ubić na pianę ze szczyptą soli. Gdy już będą gotowe dodajemy cukier i nadal ubijamy. W dalszym ciągu ubijając dodawać żółtka i olej.
Następnie delikatnie połączyć mąki z masą. Ciasto wylać na ułożony rabarbar.
Piec w  180 stopniach około 40 min.
Po wyjęciu z piekarnika i lekkim przestudzeniu, przyłożyć talerz i wyjąć ciasto odwracając dnem do góry.
Ciasto jest szybkie i praktyczne. Nie potrzebujemy wagi ani żadnej miarki - wystarczy łyżka
I to co lubię najbardziej - brudzimy właściwie jedna miskę.

Ciasto jest biszkoptowe.
Ładnie wyrasta a dzięki temu, ze rabarbar jest na dole przy pieczeniu 
trudno o zakalec :-)
Gdy rabarbar jest bardziej dojrzały i czerwony efekt wow jeszcze większy!
Smacznego!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

poniedziałek, 14 maja 2018

Bieg inny niż wszystkie

To był mój pierwszy start w Wings for life 
i na pewno nie ostatni.
Bieg w szczytnym celu,
kompletnie inny i z cudowną atmosferą.

Wings for Life World Run: Biegniemy dla tych, którzy nie mogą.

Wings for Life World Run to jedyny globalny bieg, w którym meta, będąca Samochodem Pościgowym, goni zawodników. Odbywa się on w 12 lokalizacjach na świecie i rozpoczyna dokładnie o tej samej godzinie. Dzięki temu spośród wszystkich biegaczy wyłaniają się światowi zwycięzcy – kobieta i mężczyzna, którym uda się najdłużej „uciekać” przed goniącą ich metą. Bieg skierowany jest absolutnie do wszystkich, którzy chcą wspomóc działania organizacji zbierającej fundusze na badania nad rdzeniem kręgowym. 100% wpłat z rejestracji zawodników kierowanych jest właśnie na ten cel. 

Byłam bardzo ciekawa jak się biegnie gdy meta Cię goni.
Jednego byłam pewna
chociaż raz będę na mecie pierwsza 
przed Ewą :-)))))))))))))))))
Ruszyłyśmy o świcie do Poznania
gotowe na wycisk w pełnym słońcu.
Pakiety odebrałyśmy w dobrych humorach.
Godzina startu nietypowa bo o 13.00.
Ale wszystkie lokalizacje na świecie ruszają o jednym czasie.
Patrząc w bezchmurne niebo,
popijałam wciąż wodę i kalkulowałam w głowie.
Zrobić 10 km to będzie mój cel.
Bo wiecie jak uwielbiam biegać w słońcu :-) 
W końcu ruszyliśmy.
Ponad 6000 biegaczy w Polsce i ponad 100 000 na świecie.
Początek biegu trudny bo w dużym tłumie.
Potem zaczęło się rozciągać.
Spotkałam dużo znajomych również na trasie,
bo ten bieg integruje wszystkich biegaczy.
I maratończyków i osoby które biegną 5 km.
Ale nie to jest ważne a cel.
Wszyscy uśmiechnięci, radośni i pomocni.
Ponad 30 zawodników na wózkach, kilku o kulach i nawet kilka osób w egzoszkieletach.
To zrobiło na mnie wrażenie.
I co ja nie dam rady biec?
Co tam upał cisnę ile wlezie.
Wybiegłam z miasta, minęłam 10 km 
i wiedziałam, że każde 100 m to i tak dalej niż zakładałam.
Potem zaczęło się ściganie 
i co chwila odwracanie za siebie.
No jest ten Małysz czy nie?
Aha bo nie dodałam, że za kierownicą samochodu pościgowego 
kolejny raz siedział Adam Małysz.
No i w końcu mnie dogonił:-)
To akurat było pewne.
Ale dopadł mnie na 13 km,
czyi 3 więcej niż zakładałam w ten niemiłosierny skwar.

Emocje, brawa, okrzyki 
Super atmosfera.
I nawet jak czekaliśmy 1,5 godz na autobus powrotny to humory dopisywały.
Potem już pamiątkowy medal i śledzenie relacji live bo dalej biegli!!!
Normalnie jak dobiegam na metę do dobrzy zawodnicy już po medalach są 
a tu kompletnie odwrotnie można dalej trzymać kciuki i śledzić ich wysiłki.
Super sprawa.
Jestem prze szczęśliwa, że wzięłam udział w tym wydarzeniu.
Pytanie tylko dlaczego tak późno?

A i jeszcze radość na koniec bo....
biegłam w drużynie Joanny Jóżwik.
Nie udało mi się Jej spotkać ani tym bardziej dogonić
ale NASZA drużyna zajęła 4 miejsce na ŚWIECIE w klasyfikacji drużynowej
I moje 13 km też się do tego dołożyło 
Brawo My!

Poznań ! do zobaczenia za rok
Wrócę tu na pewno!!!!!!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota


piątek, 11 maja 2018

Słonecznie

Obiecałam żółty kolor w salonie i jest !
Forsycje już dawno przekwitły ale ja dopiero znalazłam chwilę, 
aby pokazać tą odsłonę salonu.
Byłam zaskoczona, że ten kolor ,nietypowy jak dla mnie, 
tak ładnie odnalazł się w naszym salonie.
Kącik czytelnika też w wiosennej odsłonie.
Pięknie współgra żółty z zielenią.
Piękne lato mamy tej wiosny,
więc czas wyjść na ogród i taras
i skończyć już z tym salonem.

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota