poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Pierwszy w tym roku

Dzisiaj zapraszam na kilka słów relacji z maratonu w Dębnie:-)
To mój 3 maraton w życiu a pierwszy z 4 zaplanowanych na ten rok.

Nasza podroż zaczęła się kolorowo.
Trzy dziewczyny w aucie i na 100 km ostrzeżenie poziomu oleju!!
Pan ze stacji benzynowej zachował się po rycersku i ruszyłyśmy dalej.
Dojechałyśmy do Dębna popołudniu
w sam raz aby polansować się na ściance :-)
Potem dojazd do noclegu.
No i tutaj w Dębnie jest problem. 
My na przykład rezerwacje robiłyśmy w październiku 
a zapisy na maraton były od stycznia.
Warto mieć to na uwadze, że baza noclegowa jest malutka.
 Pospacerowałyśmy po pięknej okolicy.
Ale powoli do nas docierało że jutro 
wsadzimy głowę w paszczę ;-)
Pytanie czy się paszcza zamknie :-)))
Rano wyjechałyśmy wcześniej
mając na uwadze komentarze o korkach, problemach z parkingiem
i takie tam logistyczne sprawy, 
które potrafią rozwalić wszystko.
Wyjazd z odpowiednim zapasem zapewnił spokój i brak problemów.
No i ruszyliśmy:-)
Jak zwykle pełna koncentracja.
Start był o 11.00 co jest dla mnie dosyć późno. 
Słońce świeciło, wiał lekki wiaterek.
Warunki lux.
Część osób narzekała na temperaturę
ale nie Ci co przeżyli piekielny maraton we Wrocławiu w 2016.
Teraz na prawdę nie było ciepło ;-)
Na trasie 3 razy mała pętla i dwa razy duża pętla.
Przez metę przebiegaliśmy chyba 3 razy ;-)
Wspaniały doping na trasie.
Pełna impreza!
Gofry, balony i zapach grilla:-)
Pełny piknik
A człowiek krok za krokiem.
A peleton za nami ;-))))))))))))
Pierwsze 10 km zgodnie z planem, 
polówka dokładnie zgodnie z założeniami,
nawet 30 kilometr o czasie wyznaczonym.
Po drodze dałam się wyprzedzić koledze w koszulce Polska
A niech ma :-)
Kryzys dopadł  mnie na 40 km, na ostatnim punkcie odżywiania.
Wiedziałam, że złamię życiówkę
wiedziałam że jestem blisko złamania 4:30.
I obiecałam sobie na tym 40 km, że nie będę miała do siebie pretensji.
Ogarnęłam się i ruszyłam dalej
Na 41 km przeszła mi przez głowę myśl 
czy nie zawrócić ;-)
Ostatnie metry i meta.
Nawet znalazłam siłę by podskoczyć.
I medal w ręku.
Srebrny bo powyżej 1000 dawali już nie złote.
I dobrze na taki zasłużyłam :-)
Dębno stanęło na wysokości zadania.
Dobra organizacja, przemili ludzie,
mnóstwo kibiców
i fajna, szybka trasa!

Jest zrobiona życiówka :-)
Lepiej o całe 15 minut.
To oznacza, że siła w nogach jest :-)
Oczywiście zabrakło tej minuty z punktu odżywiania
do złamania 4:30
ale dzięki temu będzie o co walczyć już 30.04.2017 w Krakowie!

No to lecę biegać, a nie wróć !
święta szykować ;-))))))
i pozdrawiam serdecznie!


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota







12 komentarzy:

  1. Gratuluję:)podziwiam:)Brawo TY!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kobieto! Ja już z Tobą niejeden maraton "przebiegłam", kciuki ściskałam... ale nadal nie wiem, jak Ty to robisz???:) Jak zwykle kłaniam się nisko z wielkim szacunkiem i podziwem:) Czad po prostu:) Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mogę sie poddać jak Ty kciuki trzymasz :-)

      Usuń
  3. Oj Dorota skąd Ty tą siłę i zapał do biegania bierzesz. Ja nie lubię biegać choć ostatnio przebiegłam ponad 6 kilometrów podczas biegu dwóch skarpet. Ale to dla idei. Podziwiam Cię i Gratuluję! Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda aktywność jest super
      Mnie wkręciło to bieganie ;-)

      Usuń
  4. Gratulacje! Bardzo miło wspominam Dębno,. w którym miałem być okazję w roku ubiegłym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś wielka!!! Szczerze podziwiam i gratuluję!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje i ogromny szacun,bo nie każdemu się chce jak mi np ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam i do zobaczenia na biegowych sciezkach

      Usuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny.
Z przyjemnością poznam Twoją opinie, uwagi, komentarze
Pozdrawiam